Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki/Books. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki/Books. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 marca 2014

"Grecka mozaika" i chlebek z oliwkami, fetą i łososiem /'Greek mosaic" and bread with olives, feta and salmon


To był grecki czwartek dla mnie. Świeciło intensywne słońce, z każdą minutą podbudowując motywację do zrobienia wreszcie porządków w szafie i pochowania gdzieś na głębokie dno zimowych ubrań i butów. Ale zaczęłam dzień od upieczenia tego chlebka*. Nie wiem czy jest to przepis oryginalnie grecki, ale ma w sobie oliwki i fetę. Chlebek, a może bardziej keks, jest dość gumowaty przez dodatek żółtego sera, ale pyszny! Doskonały zwłaszcza do zimnego białego wina w ciepły dzień. 

Potem spotkałam się z koleżanką w El Greco. Tym razem przybytek ten mnie nie zawiódł, a co więcej, wręcz przeciwnie - faszerowane ryżem i piniami kalmary rozpływały się ustach, a i obsługa bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Więc znów Grecja!

Wreszcie, siedząc na ławce i wietrząc Juniora na obowiązkowym codziennym spacerku, udało mi się skończyć "Grecką mozaikę" Hanny Cygler. Jeśli macie ochotę na wielowątkową sagę polsko - grecką, to zachęcam do lektury. Historia zaczyna się niewinnie - na wygrzanym słońcem Korfu pojawia się pewna dziewczyna, twierdząc, że może być córką z Polski pewnego greckiego armatora. Skąd ów Grek wziął się w Polsce? Szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że po wojnie komunistyczna grecka partyzantka została niejako rozparcelowana po krajach bratniego ustroju i część trafiła również do naszego pięknego kraju. To musiał być szok, nie tylko pogodowy. Jakoś łatwiej się żyje, nawet w szalejącym obecnie kryzysie gospodarczym, gdy ma się za oknem widok na szafirowe morze, słońce przez większą część roku i perspektywę starości spędzonej gdzieś w kafeionie nad grą towarzyską, a nie bieg z emeryturą do Biedronki i z powrotem do domu, by oglądać po całych dniach jakieś badziewie w stylu "M jak miłość", a na wyjście do kościoła kupować sobie stary polar w ciucheksie w rozmiarze XXL po jakimś Bawarczyku, pamiętający jeszcze czasy RFN-u. 

Ale wracając do książki, podobało mi się, że historie bohaterów nie toczą się chronologicznie, autorka fajnie "skacze" z wątku do wątku, a przy tym historia pozostaje klarowna i nie gubimy się. Raz jesteśmy w wojennej Grecji, raz w komunistycznym Gdańsku w świecie cinkciarzy, a raz w śnieżnych Bieszczadach. Potem trafiamy do Nowej Huty, by na koniec znów wszystko się zsumowało na Korfu. Poza tym zakończenie nie jest oczywiste i byłam nim mocno zaskoczona. To też duży plus. Nie znam innych książek Pani Cygler, ale jeśli równie sympatycznie się je czyta, to jestem na tak! 

A teraz zaanonsowany na początku przepis.

Składniki na chlebek:

100 g wędzonego łososia
100 g pokruszonej fety
garść oliwek
3 jaja
200 gram mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
100 ml mleka
100 ml oliwy 
100 g żółtego startego sera
posiekane liście świeżej bazylii
sól & pieprz

Jak to zrobić?

  1. Nagrzać piekarnik do 200 stopni.
  2. Wymieszać proszek do pieczenia z mąką, jajkami, mlekiem, oliwą, żółtym serem i liśćmi bazylii. 
  3. Wyłożyć (koniecznie!) formę keksową papierem do pieczenia.
  4. Wlać warstwę ciasta, dodać oliwki, fetę i łososia. Wlać kolejną warstwę ciasta. 
  5. Piec ok. 45 minut.
* Przepis z książki Oli Lazar "Kuchnia grecko-polska i polsko-grecka dla początkujących"




My last Thursday was a Greek day:) It was so sunny that with every single moment I felt stronger and stronger motivation to clean up my wardrobe and take off lighter clothes. But I started my day from making this bread*. I do not know whether this recipe is from Greece but it contains olives and feta cheese:) It's a bit rubbery as it has cheese inside but still it's perfect esp. with white wine! 

Then I met with my friend in a Greek restaurant El Greco here in Warsaw. I had perfect calamari with rice and pine. Finally I had a possibility to finish a book by a Polish author Hanna Cygler "Greek mosaic". It's probably not available in English so I am going to give you just general information about this novel. It's a history of complicated Greek fate of a family whose members were fighting in Greek communist guerilla and had to leave the country after the war. They were kind of distributed among communist countries and some of them settled in Poland. It must have been a cultural shock - the weather, the snow, the grey communist days... I knew nothing about this part of the history so it was really interesting to read. 

And here is the recipe.

Ingredients for the bread:

100 grams smoked salmon
100 grams crushed feta cheese
some olives
200 grams flour
2 teaspoons baking powder
100 ml milk
100 ml olive oil
100 grams grated cheese
fresh basil leaves chopped
salt & pepper

Method:

  1. Preheat the oven to 200 Celsius degrees.
  2. Mix flour, baking powder, eggs, milk, olive oil, cheese (except of feta) and basil.
  3. Line up (obligatory) the baking form with baking paper. 
  4. Transfer part of the batter, add feta, olives and salmon, cover with the rest of the batter.
  5. Bake app. 45 minutes. 
*the recipe is from the book by Ola Lazar 'Polish-Greek and Greek-Polish Kitchen for the Beginners'


czwartek, 27 lutego 2014

O pewnym puddingu i Charlotte z Quebecu/About a certain pudding and Charlotte from Quebec


Zastanawiałam się czy nie wyrosłam już trochę z książek o 30-letnich singielkach. Singielką nie jestem, a tylko patrzeć (OMG!) a nie będę już 30stką... na szczęście tu jeszcze trochę zostało;-) Dlatego na początku z mieszanymi uczuciami podeszłam do przygód Cahrlotte Lavigne z serii "Smaczne życie" autorstwa Nathalie Roy. Wymarzony, aczkolwiek niezdecydowany, książę z bajki, przyjaciel gej, kradnąca mężczyzn przyjaciółka? To już było. Ale Charlotte i tak skradła mi na koniec kawałek miejsca w sercu. Bohaterki bowiem nie sposób nie polubić. Gotuje. I to gotuje z pasją. Nie żadne tam mrożonki i dania z proszku. Jak robi sushi na japoński wieczór dla chłopaka, nie dość, że wykupuje połowę sklepu rybnego, to dorzuca do tego oryginalne kimono. Mus z gorzkiej czekolady pudruje zmielonym kardamonem i ozdabia jędrnymi malinami (mniam, mniam!). Ma całe szafy i nie tylko niepotrzebnego sprzętu kucharskiego (urzekła mnie zwłaszcza ryba-dzbanek, bulgocząca przy przelewaniu wody), a kto tak nie ma? Sama przyznaję się bez bicia, kupuje kolejne formy na ciasto, bo takie ładne kształty:) Potrafi wydać przyjęcie dyplomatyczne, ale niekoniecznie już umie się na nim znaleźć:) Coś więcej? Ma okropną mamuśkę z rodzaju kuguarów (do doczytania w powieści, co to za gatunek). Ma też wielkie marzenia, które niekoniecznie sprowadzają się tylko do ślubu... Właśnie, czy będzie ten ślub? O tym z pewnością w kolejnych tomach powieści. 

Przy okazji poznajemy też wiele dań kuchni kanadyjskiej, która to tradycja kulinarna była dla mnie całkowicie obca. Ponieważ w podtytule powieści mowa o poudingu chômeur, postanowiłam znaleźć w sieci i wypróbować ten smakołyk. Szczerze? To był mój pierwszy pudding w życiu:) Słodki, nie powiem, z lodami waniliowymi i owocami naprawdę dobry. Zachęcam do wypróbowania przepisu i lektury!

Na sos:

250 gram brązowego cukru
250 ml wody
1 łyżeczka mąki

Na ciasto:

375 gram mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
125 gram stopionego i ostudzonego masła
1/2 szklanki cukru
2 jajka
180 ml mleka
ziarna z laski wanilii 

Jak to zrobić?

  1. Nagrzej piekarnik do 200°C.
  2. Wszystkie składniki sosu wymieszaj i podgrzej aż do momentu wrzenia. Wyłącz i przelej do naczynia do zapiekania.
  3. Wymieszaj mąkę, proszek do prania i sól. Oddzielnie połącz mleko z wanilią. 
  4. Zmiksuj masło z cukrem na krem. Dodawaj jajka. Na wolnych obrotach dodaj suche składniki przemiennie z mlekiem. Miksuj do pełnego połączenia. Łyżką nakładaj w "wyspy" ciasto do formy. Przy pieczeniu ciasto wyrośnie i połączy się w jedną całość, ale struktura pozostanie widoczna. 
  5. Piecz ok 40 minut.
  6. Podawaj na ciepło odwrócone dołem do góry, najlepiej z gałką lodów i owocami. Nadaje się nawet do wielokrotnego podgrzewania po ok. 20 minut w 120 stopniach.
Zmodyfikowany przepis na pouding z tej strony (click).


Today's post is inspired by a book by Nathalie Roy 'La vie epicee'. I have been thinking whether I am not too old for books for single ladies. I am not a single anymore, I am almost not 30 (OMG!) - thanks still some time left;-) So at the beginning I was skeptical about it. Another story about a prince from a fairy tale, gay - friend and a girlfriend who happens to steal you a boyfriend. But Cahrlotte, the hero of the book is a person whom you cannot dislike. She cooks. And she cooks with passion. Not the type of ready frozen food. When she makes sushi for her prince, she buys the whole fish shop and a Japanese kimono:) She sprinkles dark chocolate mousse with cardamom and decorates it with raspberries (yummy!). She has full cupboards of unnecessary things for cooking (I especially liked a fish jug that makes bubbles when its filled with water). Who doesn't have such equipment? She has a terrible kind of mother - so called cougar - for further explanations, please read the book:) She has also many dreams, that are not limited just to getting married. OK? So is she going to merry that guy? We will probably see in the next volumes. 

Reading the book gives also some opportunity to dicover Candaian cooking. I read about a pouding chômeur, and decided to find it in Internet. This was my first pudding ever:) It was so sweet but perfect with vanilla ice-cream and some fruits. I made the version with sugar souse. I did not change much, just dimished twice the amount of sugar in the souse. For the recipe click here. Bon appetite!

poniedziałek, 3 lutego 2014

Łatwe florentynki i kryminał"/Easy 'Florentine cakes' and a crime novel




Tym razem w moich literackich peregrynacjach poniosło mnie do Florencji. Mówi się, że to brzydkie miasto z ładnymi zabytkami. Nie wiem, nie byłam, a z chęcią bym się wybrała. Przecież to stolica Toskanii. A jak Toskania, to wiadomo, zachwycające krajobrazy, pyszne jedzenie i dobre wina. Aż trudno uwierzyć, że mogłaby tam wydarzyć się jakaś zbrodnia. A jednak we "Florenckiej grze" Michele Giuttari ginie nie jedna osoba, w końcu w mieście szaleje seryjny morderca, dobierając sobie ofiary według pewnego klucza. Do schematu nie pasuje tylko jedna młoda kobieta o urodzie Madonny z jednego z dzieł z lokalnych kościołów. Czy komisarzowi Ferrara uda się odkryć rządzącą zbrodniami prawidłowość i zapobiec rozlewowi krwi? Książkę czyta się dobrze, nie ma w niej większych zgrzytów, rozczarowuje może jedynie, że już mniej więcej przed połową dowiadujemy się, kto jest winnym i co nim kieruje. Motywacja też mogłaby być oryginalniejsza, ale wybaczam, jakoż to książka o mojej wymarzonej Florencji:) 

A dziś zapraszam na florentynki do pochrupania przy lekturze. Przepis zainspirowany tym.

Składniki:

¾ szklanki brązowego cukru
1-2 łyżki masła
¼ szklanki ziarenek sezamu
½ szklanki płatków migdałowych
¼ szklanki pestek dyni
¼ szklanki pestek słonecznika
1/4 łyżeczki cynamonu
kilkanaście suszonych żurawin
łyżka miodu

Jak to zrobić?
  1. Na blachę do pieczenia wyłóż papier do pieczenia.
  2. Na patelnię wsyp cukier i postaw na średnim ogniu. Poczekaj, aż cukier się rozpuści. Nie mieszaj. 
  3. Do płynnego ciemnobrązowego cukru dodaj masło i wymieszaj.
  4. Dodaj nasiona (bez sezamu i bez żurawiny) i całość dokładnie mieszaj na patelni, celem uprażenia. Na sam koniec dodaj sezam i żurawinę (sezam za długo prażony gorzknieje). Dodaj łyżkę miodu.
  5. Wyłóż ciastka łyżką na papier i ostudź. Najlepsze zaraz po ostudzeniu.




This time my lectures took me to Florence. They city it's an ugly city with beautiful monuments. I do not know as I wasn't there but I would love to. It's a main town of Tuscany. And of Tuscany, it's obvious that there are amazing landscapes, delicious food and good wine. It's somehow hard to believe that a crime could happen there. But in the 'Florence Game' (the original title 'Scarabeo') by Michele Giuttari dies not just one person, a serial killer terrorize the city, choosing his victims by certain criteria. Only one single victim - a young woman resembling Madonna from one of the local churches does not match with this schema. Will superintendant Ferrara find the schema and prevent further bloodshed? It's an easy to read book, I was only disappointed that before ending first half of the book I already knew who is the killer and could guess it's motivation. The motivation could also be more original but I can forgive it as it's a book about my dreamed - of Florence.

And today I would like to invite you for 'Florentine cakes'. I do not know why they are called this way. They just in Poland are Florentines. Inspiration here.

Ingredients: 

3/4 cup brown sugar 
1-2 tablespoons butter 
1/4 cup sesame seeds 
1/4 cup almond flakes 
1/4 cup pumpkin seeds 
1/4 cup sunflower seeds 
1/4 teaspoon cinnamon 
several dried cranberries 
1 tablespoon honey 

Method: 

  1. Layer the baking tin with baking paper. 
  2. Pour into the baking pan sugar and warm up until the sugar melts. Do not mix. 
  3. Add to the liquid dark brown sugar butter and mix. 
  4. Add the seeds (except of sesame and cranberries) and mix until everything is roasted. Add at the end sesame seeds and cranberries (if you roast sesame too long it becomes bitter). Add the honey. 
  5. Form the cakes with a spoon and cool them down on the baking paper. Best just after they become cold.

środa, 15 stycznia 2014

Sernik kawowy i "Zbrodnia i kawa"/Coffee cheescake and 'Crime and coffee'


Lubicie kawę? Ja od czasu do czasu, na pewno nie mogę powiedzieć, bym bez kawy żyć nie mogła. Najlepiej smakuje mi mrożona w Grecji, ale to osobny rozdział i opowieść raczej nie na styczeń;-)

Zrobiło się nam zimniej, więc zapewne więcej czasu spędzę teraz w domu. Przede mną stosik książek, które chciałabym przeczytać oraz tych, które już przeczytałam, a chciałabym o nich napisać. Tak jak o "Zbrodni i kawie" Veita Heinichena. To kryminał, dzięki któremu przenosimy się do słonecznego Triestu, co ma wielki urok przy dzisiejszym deszczu ze śniegiem. Triest nie jest typowym miastem włoskim, nawet różne sposoby podawania kawy mają tu swoje własne nazwy, które nie pokrywają się z nazewnictwem obowiązującym w Italii. Pozostaje pod wpływem kultury austriackiej, a jak Austria, to i kawiarnie, choć przecież tych także nie brakuje we Włoszech. Jednocześnie jest jednym z największych w Europie portów, do którego trafia kawa z całego świata, by dalej wędrować po naszym kontynencie. Również jej najdroższe gatunki, w tym Kopi Luwak (osoby wrażliwe nie zachęcam do zgłębiania tematu, jak powstaje). 

Tu zaczyna się też nasza kryminalna intryga, która przeplata się z wędrówką po mieście i wątkami obyczajowymi. Dość powiedzieć, że jeden z bohaterów podsumowuje mijającą porę roku jako "lato rogaczy". Nie wiem, co mnie bardziej wciągnęło, czy żwawa akcja kryminału czy może jednak kwestie rodzinno - romansowe. Zachęcam do przeczytania z filiżanką kawy w ręku (o ile lubicie) i tym prostym w wykonaniu sernikiem kawowym, zainspirowanym lekturą.

Składniki:

70 dag dobrze zmielonego białego sera tłustego (np. 2 razy na sitku makowym)
3 jaja
20 dag cukru
ziarna wanilii
1 i 1/2 łyżeczki soku z cytryny
szczypta soli
3 łyżki kakao
2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
łyżka cukru
szczypta soli
masło do wysmarowania formy

Jak to zrobić?
  1. Piekarnik nagrzać do 180 stopni.
  2. Twaróg miksujemy z jajkami, cukrem, wanilią, szczyptą soli oraz sokiem z cytryny.
  3. Kakao i kawę zmieszać z łyżką cukru i 3 łyżkami zimnej wody. 
  4. Dodać niepełną szklankę masy serowej i zmiksować.
  5. Nasmarować masłem formę.
  6. 3/4 białej masy włożyć do formy, na tp włożyć masę ciemną i resztę białej. 
  7. Nożem utworzyć na serniku wzorek.
  8. Piec około 40 minut. 
Najlepszy następnego dnia.




Do you like coffee? I like from time to time, but I cannot say I could not live without it. My favourite one is ice coffee (frappe) in Greece but it's a separate issue and probably not for January;-)

It's getting colder so I am going to spend probably more time at home. I have a pile of books that I am going to read in front of me and also some of them that I have already read and among them 'Crime and Coffee' by Veit Heinichen (the original title is 'Keine Frage des Geschmacks'). It's a crime story thanks to which we are transferred to the sunny Trieste. Trieste seems to be not a typical Italian city, it's under Austrian influence and even the names of the coffees are a bit different from the rest of Italy. At the same time Trieste is one of the biggest ports to which coffee is sent from the whole World and after some preparations is sent to the whole Europe. Even its most expensive kinds like Kopi Luwak (don't even search how it is produced if you are sensitive). 

Here also begins the crime story which is mixed with a travel through the city and with a roman de moeurs. If you have such a possibility read it with a cup of coffee in your hand and this easy coffee cheesecake. 

Ingredients:

700 grams creamy white cheese, well ground
3 eggs
200 grams sugar 
vanilla seeds
1 and 1/2 teaspoon lemon juice
3 teaspoons cocoa
2 teaspoons instant coffee 
1 tablespoon sugar
butter for the baking form 

Method:

  1. Preheat the oven to 180 degrees Celsius. 
  2. Mix the cheese with eggs, sugar, vanilla, pinch of salt and lemon juice.
  3. Mix cocoa with coffee, one spoon sugar and 3 tablespoons of cold water. 
  4. Add a cup of cheese and mix. 
  5. Butter the form.
  6. Transfer 3/4 of the white cheese to the baking form, add the dark one over the white and the rest of the white. 
  7. Make some patterns with a knife. 
  8. Bake app. 40 minutes.

The best seems to be the next day. 

czwartek, 9 stycznia 2014

Oswajanie cykorii z Francuskim szefem kuchni/Getting used to chicory with The French Chef Cookbook



Oswajania cykorii ciąg dalszy (kliknij tutaj). A jednocześnie początek mojej przygody z Julią Child i jej "Francuskim szefem kuchni". Książka ta to prawdziwa Biblia gotowania. Powiem tak, jeśli ktoś posiadłby wszystkie techniki drobiazgowo i klarownie opisane w książce, mógłby chyba wystartować ze swoim biznesem restauracyjnym. To nie jest książka kucharska jakich teraz wiele na rynku - tu nie liczy się kredowy papier czy pięknie wystylizowane zdjęcia. To ABC kuchni francuskiej, a co najważniejsze, również dla amatora. 

Myślę, że gdybym chciała wykonać wszystkie przepisy, a część z nich zawiera również sposoby modyfikacji oraz podania, starczyłoby przynajmniej na cały rok. Wracam do "Francuskiego szefa kuchni" już ponad od miesiąca, gdy chcę się zainspirować czy czegoś dowiedzieć. W kolejce na wykonanie czekają takie dania jak coq au vin, sałatka nicejska, ozór duszony w sosie z madery, potage parmentier, potage au cresson i wiele innych, których już same nazwy dodają prostym niekiedy smakom wykwintności:) 

Także 2014 ogłaszam na swoje prywatne potrzeby rokiem kuchni francuskiej:) 

Dziś nieco zmodyfikowana propozycja z książki, doskonała przystawka lub lżejszy obiad, danie, które radzi sobie doskonale z niełatwym dla mnie smakiem cykorii:

Endives et jambon, sauce mornay
(Cykoria z szynką zapiekana w sosie serowym)


6 obgotowanych uprzednio cykorii przez ok. 10 minut od zawrzenia wody
6 plastrów gotowanej szynki
sos mornay (jest to sos beszamelowy przygotowany z 4 łyżek masła, 5 łyżek mąki, 2 szklanek mleka, soli, pieprzu i gałki muszkatołowej oraz 1/4 szklanki sera żółtego).
starty żółty ser

Jak to zrobić?
  1. Nagrzać piekarnik do 190 stopni. 
  2. Przygotować sos z podanych składników - rozpuścić na patelni masło, dodać mąkę, ciągle mieszając dodawać mleko i pozostałe składniki, aż sos zgęstnieje.
  3. Naczynie do zapiekania wysmarować masłem.
  4. Cykorie dobrze odsączyć. Owinąć każdą plastrem szynki. Ułożyć w naczyniu do zapiekania.
  5. Polać sosem i posypać dodatkową porcją sera.
  6. Zapiekać ok 30 minut.




Familiarizing with chicory again (click here). And at the same time a beginning with my cooking adventure with Julia Child and her "French Chief Cookbook". The book is a real Bible of cooking. Let's say that if you familiarize and learn all the techniques carefully described in the book you would be probably able to start your own restaurant business:) This is not a cook book that are on the market right now - no fancy paper or beautiful photos. This is an ABC of French cooking, and which is even more important, also for an amateur.

I think that if I wanted to try out all the recipes, and some of them contains also modifications and different ways of serving, it would be at least a 1 year. I would like to try such dishes as coq au vin, Niece salad, beef tongue in madera, potage parmentier, potage au cresson and many more.

So for my private purposes I am declaring 2014 as a year of French cooking:) 

Today a bit modified recipe from the book, a good appetizer or a lighter dinner, a dish that gets by well with a difficult flavour of chicory. 

Endives et jambon, sauce mornay
(Chicory with ham, baked in cheese sauce)

6 parboiled chicories (10 minutes from the moment of boiling)
6 slices of boiled ham
mornay sauce (it's a kind of béchamel sauce made of 4 tablespoons butter, 5 tablespoons flour, 2 cups of milk, slat & pepper, nutmeg and 1/4 cup cheese)
grated cheese

Method:
  1. Preheat oven to 190 degrees Celsius.
  2. Prepare sauce from the above-mentioned ingredients - melt butter on the frying pan, add flour, keep mixing, add milk and the other ingredients as long as the sauce gets thicker).
  3. Butter the baking form.
  4. Drain well the chicories. Wrap each of them with the ham. Transfer into the baking form.
  5. Pour with the sauce, add some extra cheese.
  6. Bake app. 30 minutes. 



środa, 27 listopada 2013

Jogurtowe ciasto kubeczkowe z "W Paryżu dzieci nie grymaszą"/Yoghourt cake from 'Bringing up Bebe'



Co do zasady nie czytam poradników. Wyjątek czynię dla tych, które mają Francję lub Paryż w tytule:) Pamiętacie "Lekcje Madame Chic" (kliknij tutaj)? Nie to, że bym była frankofilem, ale jakoś zawsze tak przyjemnie poczytać jak to się robi w Paryżu:) 

Książkę "W Paryżu dzieci nie grymaszą" autorstwa Pameli Druckerman przeczytałam jednym tchem:) Wiadomo, w lipcu przyszedł na świat Młody, co niewątpliwie powinno spowodować u mnie zwiększone łaknienie na czytanie o dzieciach, ale przyznaję bez bicia, że przez Brazeltona nie byłam w stanie przebrnąć:) Natomiast "W Paryżu dzieci nie grymaszą" napisane jest lekko i przyjemnie, co nie znaczy, że nie można na podstawie lektury wyciągnąć paru wniosków dla siebie. Przede wszystkim, co rzuca się wyraźnie w oczy, Francja jest krajem przyjaznym posiadaniu dzieci. Doskonałe żłobki i przedszkola, a wszystko to darmowe, zadziwiające, w porównaniu z Polską, warunki na porodówkach - tylko się rozmnażać:) 

Książka pomaga się przede wszystkim wyleczyć z wyrzutów sumienia i dręczących pytań z serii "Czy jestem dobrą matką", co w kulturze Matek - Polek jest dość chyba powszechnym objawem. Kobieta, która jest matką, ma też prawo do swojego życia. Aby dzieci były szczęśliwe, matka nie może być kocmołuchem, który non stop wypomina, jak się poświęcił dla potomstwa:) Jednym słowem - matka też musi być szczęśliwa.

Jak na książkę o francuskich obyczajach przystało, jest też wątek jedzeniowy. Już najmniejsze dzieci w żłobkach dostają na obiad eleganckie kilka dań, oczywiście te najmłodsze w formie przecieru, i nie jest to jak u nas zupa na wywarze ze ścierki od podłogi i papkowata marchewka:) Książka też podpowiada, jak może nie tyle zrobić z dziecka smakosza, ale jak zlikwidować lub ograniczyć grymaszenie przy stole, przy zachowaniu autonomii i gustów dziecka.

Słowem-polecam! A przy okazji podaję przepis na ciasto kubeczkowe, które można upiec z własną pociechą, o ile oczywiście jest w stosownym wieku:) Kubeczkowe-gdyż do odmierzania składników, używa się kubeczka po jogurcie.

A więc - Gateau au yaourt!

Składniki:

2 kubki jogurtu naturalnego (po 150 gram każdy)
2 kubki cukru (ja pół na pół jasny i ciemny)
ziarna wanilii
niepełny kubeczek oleju
4 kubeczki mąki
1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
czekoladowe draże
masło i bułka tarta do formy

Jak to zrobić?

  1. Nagrzać piecyk do 200 stopni.
  2. Połącz składniki suche w jednej misce, a w drugiej mokre.
  3. Wsyp suche składniki do mokrych.
  4. Starannie ale delikatnie wymieszaj.
  5. Wysmaruj keksówkę masłem, posyp bułką tartą.
  6. Piecz ok. 40-50 minut - ciasto powinno mieć chrupiącą skórkę.




As a rule I do not read guidebooks. The excemptions are these that hava France or Paris in the title. Do you remember 'Lessons from Madame Chick' (click here)? Not that I am such a lover of France but it's always nice to read how they do it in Paris:)

A book 'Bringing up Bebe' by Pamela Druckerman I read on one sitting. Of course, on one hand, due to the fact that from July I have my little son, I should read about bringing up kids but I admit honestly I could not stand Brazelton's book. Reading this book instead is a lot of fun but of course you can also find there some good advice. 

The book helps to fight against black thoughts - am I a good mother? Only a happy mother can be a good mother which means that you may also think of yourself. 

As the book is about France, of course it has to be also about eating. Even in the nurseries the kids are served several sophisticated dishes, of course the youngest one in the form of a puree. It's not how to bring up a gourmet but how to limit being choosy, leaving at the same time some autonomy and individuality to your kid. 

And now a recipe from that book. You use yoghourt cups to measure its ingredients and of course, you can do it with your kid:)

Gateau au yaourt!

Ingredients:

2 cups of natural yoghourt (150 grams each) 
2 cups sugar 
vanilla seeds
a non full cup of oil
4 cups flour
1 and 1/2 teaspoon baking powder
chocolate dragees
butter and breadcrumbs for the baking form

Method:

  1. Preheat oven to 200 degrees Celsius.
  2. Mix in one bow dry ingredients and in the other the wet.
  3. Mix the dry ingredients with the wet ones carefully.
  4. Butter the form.
  5. Bake app. 40-50 minutes. The cake should have a crispy crust. 

wtorek, 12 listopada 2013

Śląska szpajza czyli mniej znane polskie smaki/Silesian 'szpajza' - less known Polish flavours



Gdy za oknem szaro buro i ponuro, a (nie licząc lutego i marca), mamy chyba najokropniejszy jak dla mnie miesiąc roku, z wielką przyjemnością sięgam po lekturę kulinarną, zwłaszcza jeśli przy okazji mogę zawiesić oko na ładnych ilustracjach i dowiedzieć się czegoś ciekawego, poza samymi przepisami. 

Jakiś czas temu zapoznawałam się z kuchnią białoruską (kliknij tutaj). Teraz przyszła kolej na powrót do korzeni. "Polskie smaki" Izabelli Byszewskiej i Grażyny Kurpińskiej, uświadomiły mi po raz kolejny, jak niewiele wiem o kuchni polskiej, na którą przecież nie składa się tylko kotlet schabowy i zupa pomidorowa. Każdy z nas wynosi jakąś tradycję kulinarną i zapamiętuje smaki z domu, z wczesnego dzieciństwa. Jaki wpływ ma na to miejsce urodzenia? Czy polska kuchnia jest kuchnią regionalną? Po lekturze stwierdzam, że mimo postępującej unifikacji, pewne charakterystyczne potrawy jada się nadal głównie w określonych regionach. Osobiście, choć pochodzę z Warszawy, zdziwiła mnie mazowiecka tradycja kulinarna opisana w książce. Może dlatego, że w przypadku Mazowsza autorki skupiły się głównie na kuchni chłopskiej z Kurpiów, a przecież Mazowsze jest długie i szerokie:) U nas w domu nie jadało się sójek, fafernuchów i marchwiaków. Szczerze mówiąc, pierwszy raz miałam przyjemność o nich usłyszeć. Bliżej nam chyba było do pyz i flaczków, pańskiej skórki na 1 listopada czy znienawidzonej przeze mnie w dzieciństwie czerniny. 

Dużym atutem "Polskich smaków" jest piękna szata graficzna i bardzo porządne wydanie - twarda obwoluta, szycie. Zdjęcia nie tylko potraw, ale i przepiękne widoki z różnych stron Polski, aż chce się mieszkać w tym kraju:) Jeśli ktoś lubi poczytać o tradycji kulinarnej, to myślę, że byłby to dobry prezent na gwiazdkę. 

Czy sami robicie jakieś dania o regionalnym charakterze, przypisywane miejscu, w którym mieszkacie? 

Dziś zostawiam Was z przepisem na śląską szpajzę, do której przymierzałam się od dawna, aż w końcu zachęcona lekturą postanowiłam spróbować co to zacz i czym to się w ogóle je:) 

Składniki: 

4 jajka 
6 łyżek cukru 
3 cytryny 
3,5 łyżeczki żelatyny 

Jak to zrobić? 

  1. Oddzielić żółtka od białek. 
  2. Żółtka starannie utrzeć z cukrem. Cukru nie żałować, bo dostępne cytryny są obecnie mocno kwaśne. 
  3. Przygotować żelatynę zgodnie z instrukcją na opakowaniu. 
  4. Ubić białka. 
  5. Do żółtek dodawać powoli sok z cytryn, żelatynę i ubite białka. Delikatnie wymieszać. 
  6. Odstawić do stężenia. 

Polskie smaki
Izabella Byszewska
Grażyna Kurpińska




My very long post in Polish is about a book 'Polish Flavours' which I read lately. I will not write much about it to you as it is not available in English. But anyway I just wanted to share with you the impression, that I am still discovering our Polish recipes and tradition. Some of the dishes like 'pierogi' (dumplings) is popular and known everywhere in Poland, some of the recipes were wholly unknown to me. I live and I was born in Warsaw so it's still kind of Polish culinary melting pot as our capital. But of course not everything ends up in this melting pot. I don't know for example Silesian kitchen (it's south of Poland, kind of industrial region with mines etc.). It's under a big influence of German kitchen. Underneath you will find a recipe for their very interesting dessert called "szpajza". It's from Silesia. I hope you will enjoy it. 

Ingredients: 

4 eggs 
6 tablespoons sugar 
3 lemons 
3,5 teaspoon gelatin 

Method: 

  1. Separate whites from the yolks. 
  2. Stir the yolks with sugar. 
  3. Prepare gelatin according to the instruction on the package. 
  4. Beat the whites 
  5. Add to the yolks the gelatin, lemon juice and the whites. Mix lightly. 
  6. Let it set. 

środa, 23 października 2013

Sałatka szuba w białoruskim wydaniu/Shuba salad in a Bielorussian manner


Czy lubicie poznawać smaki kuchni innych państw? Ja bardzo. O kuchni białoruskiej miałam dotychczas blade pojęcie. Co prawda zdarzyło mi się prawie dekadę temu być kilka dni w Mińsku, ale żywiliśmy się głównie bazując na śniadaniach i obiadach hotelowych. Znam kuchnię rosyjską i ukraińską, więc aby poznać kuchnię naszego sąsiada sięgnęłam po "Kresowy tygiel kulinarny - Kuchnia białoruska" autorstwa Andrzeja Fiedoruka. 

Kuchnia białoruska według mnie daleko nie odbiega od tego, co można zjeść chociażby we Lwowie. Jej podstawą są ziemniaki, sami Białorusini mówią na siebie "bulbasznicy" a to od słowa "bulba" czyli ziemniak. Kuchnia prostych składników, ale jak to bywa, gdy ma się do wykorzystania proste składniki, trzeba się nieźle narobić by powstało z tego coś smacznego - te wszystkie pierożki, baby ziemniaczane, placuszki, oładki, kulebiaki czy różnorodne barszcze są dość czasochłonne. Żałuję srodze, że nie mogę wypróbować wielu przepisów z tej ciekawej książki, gdyż z Młodym w domu nie czas na zagniatanie ciasta na pierogi. Odsuwam to zatem w czasie, ale wiem, że do książki wrócę, gdyż zaczyna się taka pora roku, że zawarte tam przepisy na treściwe czy też mączne potrawy, są warte grzechu. 

Dziś podaję za książką przepis na białoruską sałatkę szuba. Jadłam ją już w różnych wersjach na Wschodzie, prawie z reguły z majonezem. W takiej zresztą wersji potrawa na wyraźne naleganie mojego Męża trafia na nasz stół wigilijny:) Zaskoczył mnie zatem bogaty smak sosu w sałatce. Pominęłam tylko warstwę z gotowanego mięsa, gdyż uważam, że nie jest tu konieczna. 

Składniki na sałatkę: 

5 ziemniaków 
2 jajka 
1 jabłko 
1 ogórek kwaszony 
3 płaty śledziowe wymoczone 
2 buraki 

Składniki na sos: 

1/2 szklanka śmietany 
1 łyżka stołowa tartego chrzanu 
1 łyżeczka octu 3% 
1 łyżeczka musztardy 
posiekana natka pietruszki 

Jak to zrobić? 
  1. Oddzielnie ugotować ziemniaki i buraki oraz jajka. 
  2. Obrane ziemianki i jajka posiekać, buraki zetrzeć na tarce. 
  3. Wszystkie pozostałe składniki sałatki pokroić wg upodobania. 
  4. Układać w salaterce warstwami. 
  5. Na koniec zmiksować składniki sosu i polać sałatkę. 





Do you like to discover flavours of a foreign country? I do. But about Byelorussia - our neighbor's - dishes I didn't know much. As a matter of fact I was there once like a decade ago in Minsk (the capital) but we ate mostly in hotel restaurant. I know Russian and Ukrainian cooking so to find out something about Byelorussians way of cooking I read "Borderland melting pot - Byelorussia cooking" by Andrzej Fiedoruk. 

According to me Byelorussians cooking is not far away from what you can eat let's say in Lviv in Ukraine. Its basis are potatoes. It's a cooking of simple ingredients but if you use such you have to work a lot to prepare something tasty - all this dumplings, potato cakes, pancakes and different soups are very time - consuming. I can only regret that I cannot try out more of the recipes but if you have a little son home no time for dumplings:) I need to postpone it but I am sure I am going to come back to the book and its recipes. 

Today I would like to present a recipe for Byelorussian shuba salad. I ate different versions of this salad being in the East, almost always with mayonnaise. In this version we eat it also for Christmas upon a request of my husband. I was therefore surprised by the richness of flavours of the sauce. I skipped only a meat layer which I think is not necessary here. 

Ingredients for the salad: 

5 potatoes 
2 eggs 
1 apple 
1 dill pickle 
3 ready herring fillets 
2 beetroots 

Ingredients for the sauce: 

1/2 cup of cream 
1 tablespoon of grated horseradish 
1 teaspoon of 3% vinegar 
1 teaspoon of mustard 
chopped parsley tops 

Method: 

  1. Cook separately potatoes, beetroots and eggs. 
  2. Cut into cubes peeled potatoes and eggs, grate the beetroots. 
  3. Cut all the remaining ingredients of the salad. 
  4. Lay them down in layers in a bowl. 
  5. Mix all the ingredients of the sauce and decorate the salad.

poniedziałek, 30 września 2013

Owsianka z Kawiarni 100 Śniadań/Oatmeal from 100 Breakfast Cafe



Czasem mam ochotę przeczytać dobre romasidło, takie jak właśnie "Sekrety uczuć" Barbary O'Neal. Wcześniej czytałam jej autorstwa "Receptę na miłość" (kliknij tutaj) i muszę przyznać, że "Sekrety uczuć" podobały mi się jeszcze bardziej. Ona - kobieta przed 40-stką, singielka podróżująca po świecie, wciąż szukająca swojej tożsamości, na pozór niezależna i wyzwolona. On, miejscowy strażak i ratownik, wdowiec z 3 dzieci. Do tego małe ale malownicze miasteczko gdzieś w Nowym Meksyku, upodobane przez celebrytów plus tajemnicza historia z przeszłości. W książkach tej autorki fajne jest także to, że poznajemy nie tylko wątek romansowy ale i śledzimy losy innych postaci związanych z głównymi bohaterami. Muszę przyznać, że do ostatniej strony nie wiedziałam, jak ta historia się skończy i bardzo kibicowałam za happy endem:). 

Nie brak też wątku kulinarnego. Tym razem życie miasteczka toczy się wokół Kawiarni 100 Śniadań, a w książkę wplecione są przepisy na serwowane tam smakowite potrawy. Pozwala to na zapoznanie się z kuchnią amerykańską, która odbiega od stereotypów, a dla mnie pozostaje w zasadzie terra incognita. Także polecam! 

Zainspirowana książką, ale też często pojawiającym się wątkiem śniadaniowym na blogach kulinarnych, które odwiedzam, postanowiłam przekonać się jak smakuje owsianka, o której miałam jedynie niejasne wspomnienia z czasów pacholęctwa. I powiem Wam, że było to pozytywne doświadczenie:) No i nie wiedziałam, że owsianka może być tak bardzo sycąca, w każdym razie bardziej niż kanapki. Poniżej przepis na owsiankę a la "Sekrety uczuć". 

Składniki: 

1 szklanka wody 
1/2 szklanki pokrojonych suszonych owoców (u mnie morele, mogą być np. rodzynki) 
szczypta soli 
1/2 szklanki płatków owsianych 
łyżka gęstej śmietany 
wiórki masła 

Jak to zrobić?

  1. Zagotuj wodę ze szczyptą soli, dodaj suszone owoce, gotuj przez minutę. 
  2. Dodaj płatki owsiane, gotuj na średnim ogniu przez około 4-5 minut. 
  3. Podawaj z dodatkami. 

"Sekrety uczuć" Barbara O'Neal

From time to time I feel like reading a good love story book and this time I chose 'The Secret of Everything' by Barbara O'Neal. I read 'How to bake a perfect life' by her some time ago (click here) and this one I liked even much better. She - a woman around 40 - year old, a single travelling all over the world, still looking for her identity, appearing to be independent and free. He - a local fireman and life-guard, a widower with 3 kids. The novel takes place in a small town somewhere in New Mexico, loved by celebrities. There is also a culinary motive - the heroes are spending a lot of time in a cafe called '100 Breakfast' and the book is full of tasty recipes. It allows to familiarize with American cooking, far away from stereotypes. 

Inspired by the book and many blogs that I have visited, I decided to prepare myself an oatmeal. I haven't tried it from my childhood and I must admit I did like it. It is sating much more than regular every-day sandwiches. Here is a recipe from the book:

Ingredients:
1 cup of water
1/2 cup of oatmeal
1/2 cup of dried fruits (I used apricots but they may be raisins as well)
a pinch of salt
1 spoon of cream
pieces of butter

How to prepare it?
  1. Cook water with salt, add the fruits and cook app. 1 minute. 
  2. Add the oatmeal and continue cooking for 4-5minutes. 
  3. Serve with the additional ingredients.


wtorek, 20 sierpnia 2013

Pasta z tuńczyka oraz lektura na koniec sierpnia/Tuna spread and lecture for the end of August


Jakiś czas temu pisałam, jakie to Francuzki są szczupłe, jak poprzestają na małym i jak korzystnie paryska dieta wpływa na linię (kliknij tutaj). Cóż, od każdej zasady są jednak wyjątki. Takim wyjątkiem jest sympatyczna pani komisarz z powieści Georges Flipo "Pani komisarz nie znosi poezji" (Noir Sur Blanc). Viviane Lancier żywi się fast foodami, a następnie katuje dietami. Taka francuska Brigitte Jones:) Dieta pani komisarz nie jest jednak najważniejsza, głównym wątkiem powieści jest kryminalna intryga wokół nowoodkrytego wiersza Baudelaira i fascynacja nowym podwładnym w wydziale. Do książki mam sentyment, gdyż była ta ostatnia pozycja, którą zdołałam przeczytać przed trafieniem do szpitala. Podoba mi się też motto "Mężczyzn nie powinien obchodzić obiad kobiety, a tym bardziej jej sekretne cele". 

Nie mogę się doczekać kolejnej pozycji z tej serii "Pani komisarz nie czuje się w klubie jak w raju". Ps. książka dobrze się kończy - pani komisarz zrzuca zbędne kilogramy:) Co do intrygi kryminalnej - musicie sami przeczytać:)

Tymczasem zostawiam Was z przepisem na prościutką pastę kanapkową z tuńczyka. Smacznego bez wyrzutów sumienia!:) 

Składniki: 

ok. 500 gram tuńczyka w oliwie 
łyżka octu balsamicznego 
łyżka sosu sojowego 
łyżka soku z cytryny 
2 łyżki śmietany 
5 łyżek masła 

Jak to zrobić? 

  1. Rozdrobnić tuńczyka blenderem, dodać wszystkie pozostałe składniki i zmiksować na puszysty mus. 
  2. Podawać schłodzone. 


Some time ago I wrote how slim French girls are, how they eat small portions and how it positively influence their figure (click here). Well, there are certainly exceptions from this rule. An exception to this rule is a nice superintendant from a novel by Georges Flipo "Superintendant hates poetry". Viviene Lancier eats fast food, and then suffers from different diets. A kind of a French Brigitte Jones:) The diet of the lady-superintendant is not however the main subject of the novel - it is rather a criminal intrigue based on a newly found poem by Baudelair and fascination with a new employee in the department. I like her motto "Men should not be interested in woman's dinner and even more in her secret goals":) 

I am leaving you with an easy tuna spread, taste it without compunction:) 

Ingredients: 

app. 500 grams of canned tuna in olive oil 
1 spoon of balsamic vinegar 
1 spoon of soya sauce 
1 spoon of lemon juice 
2 spoons of cream 
5 spoons of butter 

How to make it? 

  1. Blend tuna with all other ingredients. 
  2. Serve cold.

wtorek, 23 lipca 2013

Na sierpniowy żar/For August heat



Lato w mieście - spalone słońcem wybujałe trawy i o dziwo, przelewające się siłą bezwładu tłumy, czyżby nikt nie wyjechał? Brakuje tylko wody do pełnego odpoczynku. Doskonały czas na czytanie książek. 

Jeszcze jedna pozycja, którą ostatnio przeczytałam, kolejny tom o komisarzu Montalbano (poprzednia recenzja - kliknij tutaj). Sycylia w sierpniu - tam żar jest już nie do wytrzymania. Komisarz ma za zadanie wynajęcie lokum dla swoich przyjaciół, niełatwa sprawa o tej porze roku, gdy całe Włochy ruszają na wakacje. A jednak udaje się znaleźć willę na odludziu, a jak na odludziu, tuż nad pięknym klifem i piaszczystą plażą, to wiadomo, że akcja nie będzie toczyć się wokół samego opalania. 

Ale jak zwykle w przypadku książek Camilleri, nie tylko intryga kulinarna, ale też opowieść o letnich sycylijskich smakowitościach. Tym razem głównie owoce morza, nic więcej w upał nie jest przecież potrzebne. Podobał mi się pomysł na lekką sałatkę z ośmiorniczek, selera, pomidorów i marchewki, przyprawioną oliwą i cytryną. 

Tymczasem pozostawiam Was z iście włoską potrawką z cukinii, bosko pachnącą młodymi warzywami i czosnkiem. 

Składniki: 

1/2 posiekanej cebuli (może być czerwona) 
ok. 1/2 kg młodej cukinii (ze skórką ale wypestkowanej), pokrojonej w cienkie paseczki 
1 jabłko pokrojone w kostkę (najlepiej słodkie) 
1 pomidor pokrojony w kostkę 
1 pęczek posiekanej natki pietruszki 
1 ząbek czosnku 
1 łyżka gęstej śmietany 
sól & pieprz 
oliwa do smażenia 

Jak to zrobić? 

  1. Na oliwie podsmaż cebulę, a na drugiej patelni też na oliwie cukinię i jabłko. 
  2. Wymieszaj zawartość obu patelni, dodaj pomidory, natkę i czosnek, dopraw solą i pieprzem. 




Summer in the city - dry grass and strangely a lot of people - shouldn't they just be on holidays? 

Today I was inspired by a book by Andrea Camilleri 'August heat'. Nothing better than Sicilian summer full of frutti di mare. I especially liked an idea for a light octopus salad with celery, carrot and olive oil and lemon juice. 

I am leaving you with a perfect Italian zucchini salad. 

Ingredients: 

1/2 chopped onion (may be red) 
1/2 kilo of baby zucchini (seeded) cut into thin slices 
1 apple diced (preferably sweat) 
1 chopped tomato 
1 garlic clove 
1 spoon of cream 
chopped parsley 
salt & pepper. 
olive oil for frying 

How to prepare it? 
  1. Fry onion and separately zucchini and apple. 
  2. Mix onion with all other ingredients. Add salt and pepper.



środa, 17 lipca 2013

Jak jeść po parysku?/How to eat in Parisian way?



Dziś tematyka lekka i książkowa. Chciałabym Wam polecić, jeśli podobały Wam się książki "Francuzki nie tyją" oraz "Francuzki na każdą porę roku", równie przyjemną lekturę o charakterze quasi poradnikowym "Lekcje Madame Chic" Jennifer L. Scott. Poradniki generalnie grają mi na nerwach, ale te o życiu we Francji jakoś zawsze lubię przeczytać. Francja to niestety dla mnie jeszcze terra incognita, poza przejazdem przez Niceę, nie byłam, choć od dawna planuję. Może dlatego tak dobrze czyta mi się o tym, jak żyje się w Paryżu. Autorka trafiła tam wprost ze Stanów na stypendium, do eleganckiej rodziny burżuazyjnej, odbierając przy okazji lekcję europejskiego życia. Piszę specjalnie europejskiego, a nie francuskiego, gdyż nam wiele tych spostrzeżeń wyda się oczywistymi, warto jednak czasem pewne rzeczy sobie uporządkować w głowie. 

Najciekawsze dla bloggera kulinarnego są oczywiście uwagi odnośnie nawyków żywieniowych Francuzów. I tak, na śniadanie oprócz herbaty (podawanej w miseczkach) jada się świeże owoce, twarożek, kawałek tarty z poprzedniego wieczoru, zwykle jabłkowej, morelowej lub truskawkowej (nie muszę dodawać, że własnego wyrobu), ewentualnie grzanki z domowej roboty dżemem. Lunch rodzina jadała na mieście. Wszystkich jednoczył przy stole dopiero obiad serwowany w porze naszej kolacji. Samo przykładowe menu już brzmi zachęcająco - zupa porowa, kurczak pieczony z duszoną endywią i młodymi ziemniakami, sałata, oczywiście tarta i deska serów. Nie jest to skromne zestawienie jak na wieczorny posiłek, zwłaszcza, że osobiście raczej nie jadam już nic oprócz owoców po 18stej a trzymam figurę przez codzienną poranną katorgę na siłowni:). Sekretem zaś szczupłych figur Francuzek jest podobno nieobjadanie się, przy jednoczesnym nieczynieniu sobie wyrzutów z dogadzaniem sobie (w przyzwoitych ilościach) samymi smacznymi potrawami:) 

Zainspirowana lekturą, zaczęłam poszukiwać przepisu na tartę idealną, która mogłaby stać się moim "firmowym" ciastem na lato:) Jeśli macie jakiś wypróbowany przepis, proszę o polecenie. Jeśli zaś byliście we Francji, jakie są Wasze doświadczenia z ich kuchnią i stylem życia?







Today I am going to write about a very pleasant book by Jennifer L. Scott "Lessons from Madame Chic". This is a guide to Parisian lifestyle, or I would rather say European way of life as many information or guidelines are obvious here in Europe. I have never been to France, it's still my dream, maybe because I like so much reading about it! 

Of course, for culinary bloggers, the most important part is about French cooking. I am still under influence of this book and I begun to look for the best tart with fruits recipe ever. If you have such, please let me know! Of course the secret of slim French bodies is eat everything tasty but in small portions:) Mine, personally is, not to eat after 6 p.m. except of fruits and go to gym every day:) If you have any experience with French cooking and lifestyle, please share with us!

poniedziałek, 8 lipca 2013

Nowozelandzki szaszłyk i inne "Smaki tropików"/New Zealand kebab and other "Tropical flavors'



Już od bardzo dawna nie dowiedziałam się z książki kucharskiej tylu nowych rzeczy. A przecież często u nas w domu goszczą egzotyczne potrawy. "Smak tropików. Kuchnie Pacyfiku" Biruty Markuzy to wznowienie niegdyś opublikowanej książki, ładnie, porządnie wydane, podzielone na przepisy z kuchni chińskiej, indyjskiej, indonezyjskiej, singapurskiej, australijskiej, ale także jeszcze bardziej nam nieznanych, tak jak właśnie tytułowa Nowa Zelandia, Sri Lanka, Filipiny czy Nowa Gwinea. Każdy rozdział poprzedzony jest szczegółowym opisem obyczajów kuchennych danego państwa. Czyta się znakomicie, a myślę, że na lato, zbiór ten może być także przydatną kopalnią fajnych tropikalnych pomysłów na urozmaicenie naszej schabowo - buraczanej diety. Gdzieś spotkałam się z opinią, że fajnie się to czyta, ale trudniej byłoby coś ugotować, bo składników u nas nie ma. Moim zdaniem w 70% jest to nieprawda. Znaczna część jest dostępna w przeciętnym sklepie, część w sklepach internetowych. Najtrudniej byłoby wykorzystać przepisy z Nowej Gwinei, ale dla bardzo chcących autorka przewidziała także słownik substytutów. Nie będzie to pewnie to samo, ale spróbować zawsze można:) Ja jestem zachwycona i na pewno jeszcze nie raz skorzystam i wrócę do książki. 

Na warsztat wzięłam na początek kuchnię Nowej Zelandii, o której miałam jedynie mgliste wrażenie, przede wszystkim zdeterminowane dostępnością drogiej nowozelandzkiej jagnięciny, trzeba przyznać, wysokiej jakości. Okazuje się jednak, że nie jest to numer jeden dla Nowozelandczyków, którzy preferują wieprzowinę czy wołowinę. Nowa Zelandia to też królestwo kiwi i awokado. Te pierwsze wykorzystuje właśnie poniższy przepis. 

Składniki na marynatę: 

1 łyżka oleju 
sól & pieprz 
sok z cytryny 

Składniki na szaszłyk: 

50 dag jagnięciny 
1 łyżka brązowego cukru 
kilka kiwi 
pomidorki koktajlowe (to już moja inwencja) 
2 łyżki oleju 

Jak to zrobić?

  1. Pokroić jagnięcinę w dość dużą kostkę, zamarynować przez co najmniej 1 godzinę w podanych wyżej składnikach. 
  2. Obrane kiwi pokroić w grube plastry. 
  3. Nadziewać składniki szaszłyka na szpatułki, posypywać cukrem i polać resztą oleju. 
  4. Grillować do miękkości. Podawać z ryżem. 




This is a recipe from a Polish book of Biruta Markuza "Flavors of tropics. Pacific kitchens". 

I was really surprised how much I learned about this type of food, reading the book. First in my kitchen was a New Zealand dish. I did not know much about New Zealand food, except of a very good quality lamb available in shops. I was again surprised as people in New Zealand prefer pork or beef:) New Zealand is also a world of kiwi plantations. They also cultivate avocado. I am using kiwi in my recipe underneath. 

Ingredients for a marinade: 

1 spoon of oil 
salt & pepper 
lemon juice 

Ingredients for kebab: 

500 grams of lamb 
1 spoon of brown sugar 
some kiwi 
tomatoes (this is my invention, not necessary in the original recipe) 
2 spoons of oil 

How to prepare it? 

  1. Cut the lamb in bigger cubes, marinate it at least for 1 hour in the above - mentioned ingredients. 
  2. Peel kiwi and cut into thicker slices. 
  3. Prepare the kebabs, sprinkle with sugar and the oil. 
  4. Grill it and serve it with rise. 


piątek, 21 czerwca 2013

Sałatka z "Prowincji pełnej smaków"/Salad from ,Countryside full of flavors'



Czy czasem nie macie ochoty uprościć swojej kuchni? Za dużo przypraw, zmienione smaki, egzotyka w przewadze nad rodzimymi potrawami? Silny bodziec ku takiej kulinarnej rewolucji dostałam po lekturze "Prowincji pełnej smaków" Katarzyny Enerlich (Wydawnictwo MG). Nie jest to książka kulinarna lecz powieść, w której istotnym elementem jest miłość narratorki do dobrego jedzenia. Mieszkając w stolicy, z łezką w oku czytałam opisy znajdujących się w zasięgu ręki takich smakołyków jak komosa, świeża rukola prosto z ogródka czy raki w potrawce z kurkami. "Prowincja" to jednak nie tylko smakowite opisy prostego domowego i przede wszystkim regionalnego jedzenia, ale także niełatwa historia tworzenia się tzw. łatanej rodziny, podróż z bohaterami przez 4 pory roku na Mazurach, a także wycieczka w przeszłość do przedwojennego okresu tego rejonu (przy okazji nie zdawałam sobie sprawy, że przeszłość ta nadal silnie splata się z rzeczywistością). Nie czytałam pozostałych książek autorki, ale wiem, że jeśli tylko będę miała okazję, z przyjemnością po nie sięgnę. 

Tymczasem zostawiam Was z cytatem z książki, pod którym sama mogłabym się podpisać, a także przepisem na prostą sałatkę inspirowaną "Prowincją pełną smaków". 

"Dobre jedzenie łagodzi obyczaje. Najwięcej smaku życiu nadaje oczywiście gotowanie. Dosłownie i w przenośni. Lubię, gdy w domu pachnie dobrym jedzeniem, przygotowywanym samodzielnie od podstaw. To też ważne - by samemu zrobić bułkę tartą, przygotować pierogi lub ukisić buraki na barszcz. Od tej kulinarnej "piechoty" zaczyna się smakowanie codzienności."

To upraszczamy?

Składniki na sałatkę (proporcja dowolna): 

sałata masłowa 
boczek 
jajka ugotowane na twardo 
śmietana 
prażone orzechy piniowe lub nasiona słonecznika 
szczypiorek 
śmietana 
sól & pieprz 

Jak to zrobić? 
  1. Sałatę podrzeć na drobne kawałki. Boczek uprażyć na patelni, pociąć w paseczki. 
  2. Zmieszać z pozostałymi składnikami.


Do you sometimes feel like simplifying your cooking? Too many spices, changed flavours, lack of regional dishes? I feel like doing so after reading 'Countryside full of flavours' by a Polish author Katarzyna Enerlich. I won't be writing much about this book as it is probably not available abroad. I just want to say that as an inhabitant of the capital city I envy the descriptions of fresh available herbs, veggies and fruits that the author has the access to living in the countryside. But who knows how would I really feel not living in a big city?

Leaving you with a recipe inspired by this book for a very simple salad.

Ingredients for a salad (the proportion is up to you):
lettuce
bacon
hard - boiled eggs
roasted pine nuts or sunflower seeds
spring onion chopped
cream
salt & pepper

How to make it?
  1. Cut the salad into pieces. Fry bacon, cut into stripes. 
  2. Mix with the other ingredients.