Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki/Books. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książki/Books. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 14 stycznia 2018
3 najlepsze książki kucharskie 2017 roku/3 best cookbooks for 2017
Mój ranking książek kucharskich 2017 dotyczy trzech pozycji, które wszystkie trafiły do mnie pod koniec roku. Zaczynamy?
1. kpt Piotr Kasperaszek "Moja grecka kuchnia"
Wspominałam już o tej pozycji w poprzednim poście (tu). Książek o kuchni greckiej mam co najmniej kilka w swojej szafie. Czym wyróżnia się "Moja grecka kuchnia"? Po pierwsze, jest ładnie zrobiona, wydanie albumowe, gruba oprawa, estetyczne zdjęcia potraw, jako ciekawy dodatek zdjęcia autorstwa Kapitana z różnych Wysp greckich, które z przyjemnością poddałam analizie:) Po drugie, oprócz oczywistej greckiej klasyki (musaka, saganaki, pasitsio) znalazłam tu kilka nowych pozycji, a wśród nich melomakarona - tradycyjne ciasteczka na Boże Narodzenie, jak też dwa ciekawe przepisy na duszoną cielęcinę. Wydaje mi się jednak, że nie jest to książka kucharska dla zupełnie początkujących - przepisy nie są zbyt dokładne w sensie procedury wykonania, wymagają już pewnego doświadczenia. Po trzecie, są to przepisy do wykonania a nie tylko przeczytania i obejrzenia zdjęć. Zaletą jest też dużo ciekawostek - podoba mi się mapa Grecji z zaznaczonymi produktami lokalnymi do wypróbowania. Można poczytać o uozo, retsinie czy diecie śródziemnomorskiej. Jak sam autor wspominał, kluczem do kuchni greckiej jest prostota przepisów i wysokiej jakości składniki. Dlatego część przepisów przeczytać sobie można, ale najlepiej będą jednak smakowały na wymarzonych greckich wakacjach, np. smażone świeże kalmary versus krążki kalmarowe spoczywające w marketowych zamrażalkach.
2. Olia Herkules "Kaukazis"
W przeciwieństwie do poprzedniej książki, praktyczności tej pozycji nie mogę się dopatrzeć. Nie mam dostępu do tych przypraw, specjalnego rodzaju śliwek czy pieca do wypieku kaukaskich przysmaków. Za to jest co przeczytać. Nie lubię ksiąg kucharskich z samymi przepisami, wolę, by towarzyszyła temu jakaś opowieść, a tak w "Kaukazis" właśnie jest. Do każdej opowieści przypisane są jeszcze adekwatne i egzotyczne dla nas zdjęcia. Słowem książka bardziej dla doznań estetycznych niż do wykorzystania w praktyce, choć oczywiście być może znajdę tam jednak jakieś przepisy bez specjalnej strategii zakupowej. Przed dzisiejszym postem przejrzałam książkę jeszcze raz i nawet 2-3 realne i wykonalne receptury przy kartkowaniu się znalazły. Słowem, głównie dla radowania oczu i ducha, jak to bywa z albumami.
3. Ottolenghi, Goh "Słodko"
Moja miłość do receptur Ottolenghi zaczęła się oczywiście od "Jerozolimy". Przygotowując pierwsze potrawy z Jego książki moje kubki smakowe doznały podobnego olśnienia jak w przypadku pierwszego kontaktu z kuchnią tajską. "Słodko" jest definitywnie najlepszą dla mnie z przedstawianych dziś w pośćcie książek. Świetne historie, masa przepisów. Przeglądając "Słodko" chciałoby się mieć dom pachnący tymi wszystkimi ciastami, gdzie wszyscy są uśmiechnięci, bywają goście częściej niż raz do roku i jeszcze w dodatku jest czysto i dzieci nie chorują. Słowem do wyobrażania sobie idealnego domu podczas lektury:) Obecnie skupiam się głównie na pierwszym rozdziale o ciasteczkach i herbatniczkach, na nadchodzący sezon letni zaś upatrzyłam sobie kilka przepisów na lody.
Podzielcie się proszę swoimi odkryciami odnośnie książek kucharskich w ostatnich czasach. Czy coś ciekawego wpadło Wam w ręce?
Today I would like to share with you my ranking of the best cook books for 2017.
1. capitain Piotr Kasperaszek 'My Greek cooking'
This book is in Polish only. Those who know me know also about my obsession about Greece, Greek cooking included. So, obviously I have some books about Greek cooking in my home library. Actually I like this book as it is not only nicely published but it is also pratical. You can find here some Greek classic like moussaka, saganaki, pastitzio but also some new recipes that I would love to try out. I alerady tried excellent octopus salad (here). On my 'to do' list are 2 types of veal stew, and Greek Christmas cookies called melomakarana. You can find also here some interesting text to read about uozo, retisina or Greek diet. I like also a map of Greece with local food market on it.
2. Olia Hercules 'Caucasis'
This book is actually more for reading and admiring than for cooking. It is not so practical for me as I do not have access to special type of plums or herbs available only in that part of the World. Why I like it? There is a lot of reading - each recipe is accompanied with an interesting story behind it. Also beatiful pictures, a kind of exotic to me. I checked this book once again before reviewing it today and I found like several recipes that I could cook without special shopping strategy. Therefore 'Caucasis' is more for your eyes and soul.
3. Ottolenghi, Goh 'Sweet'
I am big fan of Ottolenghi from the time I first tried out some recipes from "Jerusalem". A cooking haven opened to me like when I first time tried Thai food. From this time as soon as a new book is published I always buy it. This is definietly the best book out of the 3 reviewed today as it is both practical and interesting to read. Each recipe is also accompanied with an introducting story. It is like a dream about a perfect home with loving kids and husband, open for guests and with an oven always filled in with new cakes or cookies. Currently I am studing cookies recipes but I also noticed some ice cream recipes which I would love to try out in summer.
What cook books would you like to recommend? Have you discovered anything new and interesting?
poniedziałek, 1 stycznia 2018
Grecka sałata z ośmiornicy/Greek octopus salad
Kilka miesięcy temu udało mi się wygrać w konkursie na Instagramie "Moją grecką kuchnię" autorstwa kapitana Piotra Kasperaszka. Dziś jednak nie o książce (o niej napiszę oddzielnie), ale przepis jak najbardziej z książki - sałatka z ośmiornicy z moimi modyfikacjami (jak zapamiętałam smak z wakacji).
Sama jadłam podobną sałatkę pierwszy raz latem 2017 roku na Milos i zakochałam się w tym wydaniu ośmiornicy. Więcej o tym, gdzie można w Grecji spróbować dobrej sałatki z ośmiornicy przeczytacie na moim drugim blogu (klik).
Składniki:
1 duża ośmiornica
3-4 liście laurowe
sól, pieprz
ziele angielskie
oliwa
ocet winny lub balsamiczny
cytryna
ew. kapary i natka pietruszki
Jak to zrobić?
- Rozmrażamy ośmiornicę.
- Gotujemy ją w wodzie z liśćmi laurowymi, kilkoma ziarnami pieprzu i ziela angielskiego (gotujemy do miękkości, powinno to zająć ok 1 godz. na każdy kg ośmiornicy, a przy mrożonej krócej).
- Wyjmujemy, przepłukujemy i kroimy w plasterki.
- Polewamy oliwą i octem, ew. sokiem z cytryny i podajemy z kaparami i natką pietruszki.
In 2017 I won in an Insagram competition a book by a Polish capitain Piotr Kasperaszek on Greek cooking. This post is not about the book but about a recipe I have chosen and made from this book. This is an octopus salad. My intention is not to persuade anybody to eat octopus. It happens somehow that or you love sea food or you hate it. But if you do - try this very easy salad. I ate this salad first time last summer on my Greek holidays on Milos (you can read about it here - click) and I fell in love with this flavour. If you wish to try something new and easy-this is just for you.
Ingredients:
1 big octopus
3-4 bay leafs
salt & pepper
allspice
olive oil
vinegar or balsamic vinegar
lemon
capers and parsley leafs (optionally)
Method:
- Defrost octopus.
- Cook it with bay leafs, some peppercorns and allspice (generally 1 hour cooking per 1 kilo octopus or less if it is frozen).
- Cut octopus into slices.
- Add oil and vinegar (and lemon juice if you wish), decorate with capers and parsley.
poniedziałek, 4 lipca 2016
'W mojej francuskiej kuchni' - recenzja i przepis na przegrzebki/'In a French Kitchen' - a recipe for scallops
Jeśli podobały Wam się książki typu „Dlaczego Francuzki nie tyją” mam dla Was dziś jeszcze jedną propozycję o zbliżonej tematyce, w mojej ocenie lepszą niż wymieniona z tytułu powyżej. „W mojej francuskiej kuchni. Opowieść o tradycji i miłości do domowych posiłków” autorstwa Susan Herrman Loomis to prawdziwe zagłębie przepisów (dokładnie 85 dań kuchni francuskiej), przeplatanych z opowiadaniami o kuchni i stylu życia Francuzów.
Czytając takie trochę poradniki, trochę opowieści o życiu we Francji, z reguły na jakiś czas dostaję „kopa” by prowadzić bardziej wyrafinowane, zorganizowane i zadbane życie. Z drugiej strony jakoś nie jest mi zbyt miła idea drastycznego zmniejszania porcji, nie mówiąc o braku możliwości picia do posiłków prawdziwego szampana:) Otóż autorka tym razem stara się odpowiedzieć na pytanie jak codziennie ugotować kilkudaniowy obiad, mając jednocześnie czas dla siebie i dobrze wyglądając. Nie do końca wierzę, że Francuzom przychodzi to jakoś łatwiej niż innym nacjom. Zdradzę Wam jednak sekret dobrego wyglądu w domu – Francuzka nie wskakuje w tzw. domowe ubranie (oj, dobrze wiemy, co to znaczy), krząta się po domu w tym, w czym przyszła z pracy, a dodatkowo poprawi sobie makijaż. Ciężko by mi było się akurat do tego zastosować, bo w te upały malować mi się w ogóle nie chce, a przebranie się w domu jest moim elementem relaksacji. Ok, mogę iść na ustępstwa i użyć błyszczyka i zamiast w byle czym, chodzić w seksownych szortach. Nie do końca wiem, czy zaspokoiłoby to paryskie gusta i czy o to chodziłoby autorce:)
Co rzuciło mi się w oczy przy lekturze, to że zadaje się tu kłam tezie, iż Francuzi mało jedzą. Mi się wydaje za to, że jedzą trochę w innych proporcjach i o innych nieco porach dnia. U mnie śniadanie jest duże i treściwe, tak samo obiad w porze wczesnopołudniowej. Kolacji mogłoby nie być, tymczasem właśnie po powrocie z pracy serwowane są te wielodaniowe obiady.
Druga kwestia, to sezonowość, autorka nawet podała przykładowe menu z przepisami na każdy miesiąc. Niestety ja się wyłamię i podam Wam tu przepis na przegrzebki, zakwalifikowany jako danie zimowe, pociesza mnie jednak to, że u nas przecież nie ma czegoś takiego jak sezon na przegrzebki właśnie.
Trzecią ważną sprawą jest gotowanie „jak u babci”. Nawet jeśli francuska babcia odeszła dawno temu z tego łez padołu, Francuzi będą hołdować tradycji kuchni domowej. U mnie niestety jest z tym słabo – obie babcie nie żyją od dawna a moja kuchnia, styl gotowania i upodobania różnią się dość diametralnie w porównaniu do smaków domu rodzinnego.
Istotną kwestią, ułatwiającą gotowanie, jest utrzymywanie porządku w kuchni i posiadanie dobrze zaopatrzonej spiżarki (nie lodówki, francuska lodówka jest w zasadzie pusta). Ważnym elementem jest także planowanie posiłków i nie marnowanie resztek, ale przerabianie ich na apetyczne paszteciki czy tarty.
Na pewno będę chciała w najbliższym czasie wypróbować z książki takie smakołyki jak: tradycyjne francuskie naleśniki, tartę z czekoladą i malinami, czekoladowe babeczki z płynnym środkiem oraz sałatkę norweską (podobno bardzo popularną we Francji).
Podobało mi się także szczegółowe opisanie technik gotowania, od robienia domowego majonezu, winegretu, poprzez karmel do ciasta kruchego, co pozwala nam tworzyć własne wariacje różnych potraw, mając opanowaną taką bazę.
Szczerze – to jedna z najlepiej czytających się książek ostatnimi czasy – lekki język i ciekawa treść wygrywają z innymi pozycjami tego typu.
A oto i obiecany przepis na przegrzebki (podaję swoją proporcję), znane także jako małże św. Jakuba. Prosty i smakowity, lecz jeśli nie macie ochoty na owoce morza – technikę tą można z powodzeniem zastosować z wybraną morską rybą.
Składniki:
6-7 przegrzebków, oczyszczonych, bez muszli
½ szklanki posiekanej natki
1 ząbek czosnku, posiekany
1 łyżka oliwy
3 łyżki soku z cytryny
Sól i pieprz
Jak to zrobić?
- Rozmroź przegrzebki. Osusz ręczniczkiem papierowym.
- Zmieszaj natkę z czosnkiem, Rozgrzej oliwę na dość dużym ogniu, wrzuć na gorący tłuszcz osuszone przegrzebki i mieszaninę natki z czosnkiem. Smaż z obu stron przez ok 4-5 minut, aż przegrzebki lekko się zarumienią. Posól i popieprz do smaku.
- Dodaj sok z cytryny, wymieszaj.
- Można serwować z sałatą z sosem winegret.
Today I am going to present a recipe for scallops. It is from a book by Susan Herrmann Loomis ‘In a French Kitchen. Tales and Trandition of Everyday Homecooking in France’ which I read lately and I am under its influence nowdays. If you don't feel like eating scallops, the method can be used as well with any kind of sea fish. It looks elegant and it’s very easy, it literally takes minutes to have a ready dish.
Ingredients:
6-7 scallops, cleaned, without shells
½ cup parsley leafs, chopped
1 garlic clove chopped
1 tablespoon olive oil
3 tablespoons lemon juice
Salt & pepper
Method:
- Defreeze scallops. Dry them with a kitchen paper towel.
- Mix parsley with garlic. Heat the olive in a frying pan, fry the scallops with parsley and garlic. Fry app. 4-5 minutes each side until the scalllops become browned lightly.
- Add lemon juice, mix.
- You can serve it with lattuce and vinegret sauce.
wtorek, 15 marca 2016
Zapiekane awokado z jajkiem/Baked avocado with eggs
Zaczynam niekulinarnie, chciałabym się najpierw pochwalić, że 5 marca zostałam mamą drugiego synka (dla chętnych zdjęcie tu). Podobno z drugim jest już o wiele lżej, ale jeśli będę tu rzadziej bywać tudzież nie będę wpadać regularnie na Wasze blogi, to proszę od razu o rozgrzeszenie, za jakiś czas na pewno nadrobię.
Dziś przepis na bardzo pożywne, ale zdrowe jedzenie – jajka zapiekane w awokado. Na przepis wpadłam czytając poradnik „Jak być glam. Przewodnik po szczęściu i urodzie” autorstwa Fleur de Force, znanej youtuberki. Truizmem chyba jest stwierdzenie, że wyglądamy tak jak jemy. Dlatego by na wiosnę poprawić sobie samopoczucie i przy okazji zacząć promienieć, zapominamy o ciężkich daniach zimowo – jesiennych, potrzebna jest nam wszystkim jakaś odmiana.
Awokado podobno nawet nie z upraw typu ‘eko’, jest jak najbardziej owocem, który powinniśmy konsumować. Dobre kwasy tłuszczowe, witaminy i przeciwutleniacze minimalizują szkodliwy wpływ środowiska, a przy okazji przeciwdziałają powstawaniu zmarszczek. Dzieje się tak m.in. dlatego, że wzrasta nam produkcja kolagenu. Czego można chcieć więcej? A przy okazji jeszcze jak smakuje!
Książka „Jak być glam” to nie tylko porady o modzie i stylu, ale też właśnie różne ciekawostki żywieniowe i garść przepisów. Oprócz awokado autorka poleca oliwę, buraki, czarne jagody, mleko migdałowe (nigdy nie próbowałam, zaciekawiła mnie), tłuste ryby. Mając wzgląd na urodę na pewno nie warto smażyć, pić napojów gazowanych, rozgotowywać jedzenie (mało składników odżywczych nam zostanie), czy jeść za dużo nabiału (trądzik). Podoba mi się także klarowne wyjaśnienie przez autorkę różnic, także odżywczych, między sokiem a koktajlem, na pewno wkrótce wypróbuję przepis na sok „Więcej niż mojito";-) Podobają mi się także pomysły na lunch do pracy w słoikach.
Oczywiście warto także zajrzeć do innych rozdziałów np. o dobieraniu dodatków, o snach, o makijażu (wreszcie wiem, który pędzel kupiony dawno temu w drogerii do czego służy). Trochę takie mydło powidło, ale takie przecież jest nasze życie, a jak jeszcze do tego miło się czyta, a autorka jest sympatyczna i dobrze wygląda, to czemu nie. A więc drogie Panie i Panowie – piękniejmy na wiosnę!
Awokado zapiekane z jajkiem (porcja na 2 osoby albo 1 głodną)
Składniki:
1 awokado
2 małe lub średnie jajka
Szczypiorek
Sól & pieprz
Płatki chili
Jak to zrobić?
- Nagrzewamy piekarnik do 180 stopni.
- Przepoławiamy awokado, wyjmujemy pestkę.
- W miejsce po pestce wbijamy po jajku.
- Doprawiamy solą, pieprzem i chili.
- Zapiekamy 15-20 min do uzyskania pożądanej konsystencji jajka.
- Przed podaniem posypujemy szczypiorkiem.
First I have to report that I am a proud mother of a second son born on 5th March. If you wish, you can click here to see more. Anyway forgive me if I would not be able to visit you as much as I should or publish new posts here enough often. I will try to catch up sooner or later when time permits.
Today a simple recipe that I took from a book ‘The Glam Guice’ by Fleur de Force. She is a famous youtuber who happen also to be a nice person, interested in healthy cooking. As spring is coming and we all want to be more beautiful or at least more healthy, it is worth to have a glance in her book.
Here is her recipe for healthy breakfast – avocado baked with eggs (2 persons or 1 hungry).
Ingredients:
1 avocado
2 small or medium size eggs
Salt & pepper
Chilli flakes
Spring onion
Method:
- Preheat the oven to 180 degrees Celsius.
- Cut avocado into halves. Remove the stone. Crack the eggs in place of the stone.
- Slat & pepper, spice with chilli flakes.
- Bake it app. 15-20 minutes to achieve a needed consistency.
- Before serving sprinkle with chopped spring onion.
wtorek, 26 maja 2015
Les crêpes -naleśniki po francusku i "Szczęście na dzień dobry"/Les crêpes - French pancakes and 'Bonjour Happines!'
Sezon na owoce rozpoczęty, mamy już pierwsze truskawki, niedługo dołączą do tego inne. Kiedy już nasycimy się takimi prosto z koszyka, na pewno sięgniemy po sprawdzone przepisy, a może też uda nam się zrobić naleśniki z jagodami czy truskawkami i bitą śmietaną?
Dziś polecam Wam wypróbowany przepis na francuskie naleśniki ze skórką pomarańczową (naprawdę świetnie pachną) z książki, którą ostatnio czytałam „Szczęście na dzień dobry” Jamie Cat Callan. Jest to kolejna lektura z serii ‘francuskiej fascynacji’, jaką tu recenzuję, ale powiem szczerze, że dobrze mi robi takie odświeżenie tematu la joie de la vie, bo i ta pozycja dotyczy właśnie tego. Każda opowieść o francuskich doświadczeniach autorki, której babcia była Francuzką, zawiera krótkie podsumowanie „Czego uczą nas Francuzki?”. Jeśli nie będziemy tego brać ze śmiertelną powagą, bo przecież nie ma takiego absolutnego ideału jak „perfekcyjna Francuzka”, na pewno lektura umili nam popołudnie. Kto zresztą wie, może nawet i nasze życie na co dzień stanie się dzięki temu choć odrobinę przyjemniejsze – zaczniemy kupować świeże kwiaty, odżywiać się sezonowo, nosić dla własnej przyjemności bieliźniane komplety i nie wychodzić do kiosku w rozciągniętym t-shircie, bo a nóż widelec spotkamy kogoś miłego/znajomego?
Tym co wyróżnia na plus "Szczęście na dzień dobry" od wielu innych pozycji tego typu, które ostatnio zalewają rynek wydawniczy u nas jest poświęcenie dużej ilości przemyśleń kwestii bycia dojrzałą/starszą kobietą. Jeśli nawet teraz komuś wydaje się to abstrakcyjne i odległe, zawsze warto oswoić temat. Jak nie popaść w skrajności - nie zamknąć się przed TV w czterech ścianach ale też nie udawać nastolatki (słynne: z tyłu liceum z przodu muzeum)? A może wybrać trzecią drogę i zostać świadomą i dojrzałą mentorką dla innych kobiet? Kobietą "w pewnym wielu", która intryguje posiadaną wiedzą o życiu? Na te pytania książka na pewno daje wiele ciekawych podpowiedzi.
Tym co wyróżnia na plus "Szczęście na dzień dobry" od wielu innych pozycji tego typu, które ostatnio zalewają rynek wydawniczy u nas jest poświęcenie dużej ilości przemyśleń kwestii bycia dojrzałą/starszą kobietą. Jeśli nawet teraz komuś wydaje się to abstrakcyjne i odległe, zawsze warto oswoić temat. Jak nie popaść w skrajności - nie zamknąć się przed TV w czterech ścianach ale też nie udawać nastolatki (słynne: z tyłu liceum z przodu muzeum)? A może wybrać trzecią drogę i zostać świadomą i dojrzałą mentorką dla innych kobiet? Kobietą "w pewnym wielu", która intryguje posiadaną wiedzą o życiu? Na te pytania książka na pewno daje wiele ciekawych podpowiedzi.
Jak na blog kulinarny przystało, zajrzyjmy owej perfekcyjnej Francuzce do jej perfekcyjnej kuchni. Czego dowiemy się z książki? Przede wszystkim Callan zachęca nas do rodzinnego spożywania posiłków, które ma być nie tylko zapychaniem się tym, czym popadnie, ale okazją do wymiany myśli, miejscem w którym rodzą się wspomnienia. Stół to miejsce, gdzie ludzie opowiadają sobie historie. Imponuje ilość Francuzów, którzy rodzinne zjadają kolacje. W USA jest to tylko 28%, we Francji aż 92%. Ja kolacji staram się nie jeść, więc na pewno zaniżam europejskie statystyki;-) Jeśli już trafimy za stół z Francuzami, nie zjemy wielkich przystawek, bo ich celem nie jest zapchanie biesiadnika przed właściwym daniem. Są to raczej małe przekąski-amuse gueules (dosłownie tłumaczone „bawimordki”), które mają na celu pobudzić zmysły przed kolacją. I nie są to jakieś niezwykłości, może poza szampanem z likierem porzeczkowym (kir) – zwyczajne oliwki, słone orzeszki. Nie będę odkrywcza, jeśli napiszę, że do jedzenia niezbędnym i ważnym dodatkiem jest wino, w którym smaku część jest w stanie wyczuć historię danego regionu – jakie było lato, gleba, itd. Niestety taka wyrafinowana analiza przekracza moje możliwości:)
Zaangażujmy nasze zmysły w kuchni! Posprzątajmy stół, na którym jemy, naprawdę nie ma powodu, by trzymać tam wszystkie niezapłacone rachunki i paragony ze sklepów. Celebrujmy przynajmniej jeden wspólny posiłek w tygodniu! Zaprośmy znajomych na obiad do nas. Będzie trochę zachodu, ale my zyskamy doświadczenie w organizacji przyjęć, a znajomi wdzięczną pamięć o wizycie:) Zwłaszcza, że lato ze swoimi długimi wieczorami sprzyja takim pomysłom. Proste rady, o których na co dzień się niestety nie pamięta…
Les crêpes według receptury Magali
NA 20–25 NALEŚNIKÓW
Składniki:
4 szklanki mleka
7 jajek
340 g mąki
1 łyżka skórki otartej z pomarańczy
½ łyżeczki kwiatów pomarańczy (jeśli są dostępne) lub ½ łyżeczki esencji rumowej albo migdałowej — wedle uznania (ja w ogóle nie dodawałam, aromat pomarańczy wydał mi się wystarczający)
30 g roztopionego masła (do smarowania patelni)
Jak to zrobić?
- Wymieszajcie mąkę z mlekiem.
- Dodajcie jajka i skórkę z pomarańczy.
- Przygotujcie patelnię średniej wielkości albo specjalną patelnię do naleśników.
- Za każdym razem, gdy będziecie smażyć nowy naleśnik, wysmarujcie patelnię kawałkiem papierowego ręcznika zamoczonym w roztopionym maśle.
- Do nalewania ciasta użyjcie średniej wielkości chochli. Pamiętajcie, żeby rozprowadzić ciasto po całej patelni.
- Zaczekajcie, aż pojawią się pęcherzyki, i dopiero wtedy przerzućcie naleśnik na drugą stronę, a potem smażcie jeszcze minutę.
- Gdy naleśnik ładnie się zarumieni, przełóżcie go na talerz lub płaski półmisek i posypcie odrobiną cukru (ja nie sypałam).
Fruits season is opened, we are having first strawberries, soon we will have many others. When we are finally satisfied with fruits straight from a basket maybe we will try this recipe for French pancakes, smelling heavenly with oranges, which can be also served with whipped cream and strawberries or blackberries for example.
This is a recipe from an American author’s book Jamie Cat Callan called ‘Bonjour, Happiness’. Another good book for those who like to read about the ideal (and probably not existing) French women. Let’s have a look into their perfect kitchens. Do you know that only 28% of Americans in comparison to 92% of French have together dinners? Well, I am trying to avoid eating late so I am underrepresenting the Europeans in the statistics. Because a table is a place where people tell each other their stories. If we happen to be invited to a French dinner we will probably not be served with huge appetizers. They eat only small amuse gueules which are very simple (maybe except of champagne with currant liquor) – olive oils, salty nuts etc. Of course to each dish a proper type of wine should be combined. I am not good at this but there are people who can tell a story of a particular bottle – where the grapes were growing, how was that summer etc.
Let’s engage our senses in cooking! Let’s clean up our table, let’s eat together at least once a week! Let’s invite friends to us for a dinner, especially as summer is a perfect season for staying together late hours. Simple advices about which I usually do not remember on every day basis…
Les crêpes according to Magala’s recipe
FOR 20-25 PANCAKES
Ingredients:
4 cups milk
7 eggs
340 grams flour
1 teaspoon orange peel
½ teaspoon orange flowers (if available) or ½ teaspoon rum or almond essence (I did not add anything-the orange smell was enough intense for me)
30 grams melted butter (to grease the frying pan)
Method:
- Mix flour with milk.
- Add eggs and orange peel.
- Prepare middle size frying pan or a special pan for pancakes.
- Every time you are going to fry a new pancake, grease the pan with melted butter using a paper kitchen towel.
- For making the pancakes use a middle size cochlear. Remember to spread the pancake over the whole pan.
- Wait until you can see bubbles on the pancakes, turn them and fry 1 minute on the other side.
- When the pancake becomes nicely brown, transfer it on a plate and sprinkle with some sugar (I did not do that).
piątek, 27 marca 2015
Czaj latte i rozdanie ksiązkowe/Tshai latte
Ostatnio skarżyłam się na zamęt w swoim życiu, brak czasu i chaotyczne motanie się od obowiązku do obowiązku. Dlatego ucieszyłam się autentycznie, gdy trafiła do mnie nowość z Wydawnictwa Literackiego „W domu Madame Chic” Jennifer L. Scott. Kiedyś czytałam jej autorstwa „Lekcje Madame Chic” i byłam mocno zainspirowana lekturą (tu), a ubraniowy minimalizm tam wychwalany praktykowałam przez całą ciążę;-) Akurat minimalizm ubraniowy zarzuciłam z ulgą, ale pewne nawyki mi pozostały, jak chociażby cień przemyśleń w przymierzalni nad jakością ubrania, z ciekawością więc sięgnęłam po nową lekturę, tym bardziej, że jej podtytuł „Jak urządzić przytulanie mieszkanie i celebrować codzienność” obiecywał wiele nowych inspiracji. Za pierwszym razem przeleciałam przez książkę bez większej refleksji, uważając, że jednak większość porad dotyczy kobiet niepracujących zawodowo – nie mam osobiście czasu dobierać świecy zapachowej do pory dnia, nawet w weekendy. Ale postanowiłam dać jej jednak szansę. W końcu jeśli autorka znalazła patent na prowadzenie domu, czerpiąc garściami inspiracje z Francuzów, którzy podobno znajdują w dobrze zorganizowanym domu przyjemność, to czemu nie? Za drugim razem zwracałam już uwagę na szczegóły. I co mi w głowie pozostało i z czego mam zamiar skorzystać? Na pewno nie z tych świec zapachowych - brak czasu, choćbym nawet i chciała i mogła… Za to podzielę się z Wami tymi radami, które wydały mi się cenne, a niektóre z nich intuicyjnie stosowałam:
- Codziennie posprzątaj czy zrób w mieszkaniu jedną „dużą” rzecz, np. umyj łazienkę czy wypierz biały kolor. Zadanie musi być konkretne – plus zmierz czas – wcale nie zajmuje to tak dużo czasu, jak myślisz. Nie spędzisz wówczas jednego dnia weekendu wyłącznie na gruntownych porządkach. Tu się dopiero wdrażam, u mnie sprzątanie było z reguły w soboty i po takim weekendzie zmęczona z przyjemnością szłam do pracy posiedzieć za biurkiem:)
- Jeśli nie masz możliwości gotowania codziennie, jedno popołudnie czy poranek poświeć na ugotowanie potraw na cały tydzień. Będziesz musiała ew. dorabiać tylko dodatki typu ziemniaki czy surówka. U mnie to z reguły odbywa się w niedzielne przedpołudnie.
- Wyspecjalizuj się w niektórych daniach, niech będą Twoim znakiem firmowym, przy okazji nabierzesz rutyny i ich gotowanie nie będzie pożerało cennego czasu.
- Odgracaj, odgracaj, odgracaj… Nie ma co cierpieć na syndrom biedy i gorszych czasów. Nawet jak nadejdą, najpewniej i tak tych rzeczy nie będzie się używać.
- I w drugą stronę – nie oszczędzaj rzeczy na lepsze czasy – żyjesz tu i teraz, nie ma powodu by na co dzień otaczać się brzydszymi rzeczami.
- Jeśli chcesz wciągnąć dzieci w rutynę sprzątania, jasno wskazuj, co powinny zrobić. Komunikat typu „sprzątnij ten bałagan” jest za ogólny i niezrozumiały.
Polecam zaś dziś przepis na czaj latte z tej książki, na celebrowanie wolniejszych poranków.
Składniki na 2 porcje:
2 łyżki czarnej herbaty liściastej
2 szklanki wody
Kawałek cynamonu
2 ziarna kardamonu wypestkowane albo zmielonego 1/4 łyżeczki
1 goździk
kawałek imbiru obranego ok 2 cm (lub zmielonego 1/4 łyżeczki)
1 goździk
kawałek imbiru obranego ok 2 cm (lub zmielonego 1/4 łyżeczki)
1 -2 łyżki miodu
2 szklanki mleka
Jak to zrobić?
Jak to zrobić?
- Ugotuj herbatę w wodzie z przyprawami.
- Dodaj mleko, zagotuj. Dodaj miód.
- Przecedź i podawaj ciepłe.
ROZDANIE
Jeśli nabraliście ochoty na lekturę i silnie poszukujecie inspiracji do odnalezienia porządku w domowym chaosie, dzięki Wydawnictwu Literackiemu mam przyjemność rozdać 1 egzemplarz tej książki. Warunkiem jest pozostawienie komentarza pod postem z krótką informacją, dlaczego chcielibyście ją przeczytać. Zgłoszenia do końca dnia 6 kwietnia 2015 roku (Lany Poniedziałek). Wybiorę najbardziej przekonujący mnie komentarz i w tym poście poinformuję o wyniku rozdania:) Rozdanie jest przeznaczone dla obserwatorów tego bloga. Książkę wysyłam wyłącznie do Polski.
WYNIKI: Proszę o kontakt Kasię z pierwszego komentarza - przekonała mnie potrzeba uporządkowania bałaganu i chaosu wokół, bo o tym rzeczywiście jest książka:)
WYNIKI: Proszę o kontakt Kasię z pierwszego komentarza - przekonała mnie potrzeba uporządkowania bałaganu i chaosu wokół, bo o tym rzeczywiście jest książka:)
In one of my previous posts I was complaining about chaos in my life. Well, the situation is not improving immensely but I feel much calmer now. Finally I had a week in which I could sleep like 6-7 hours a day (wow! In comparison to 2-3 hours lately) and now the World looks much more better. I read an interesting book also by Jennifer L. Scott ‘At home with Madame Chic’ actually about being ‘chic’ in every-day life, including housekeeping and cooking (I wrote about her previous book here). Some of the advices I am going to share with you and implement into my life. Anyway, if you happen to get this book, I think it’s worth reading. Here are some examples:
- Do one ‘big’ thing every day at your house. For example do some washing or dust. You will not have to spend the whole weekend on house-keeping which is exactly my case-I do all the cleaning up, cooking etc. on weekends and afterwards I am so exhausted that I feel that coming back to my office on Monday is a pure pleasure. To be changed.
- Specialize in some dishes. You will take routine and spend less hours in the kitchen (which is not so bad but in case of lack of time…).
- Get rid of all the useless stuff. They will not become useful someday even in case you become very very poor (hopefully it will not happen).
- Do not save good quality things for better time. Now it’s the best time to use them.
- If you want your kids to do some cleaning, communicate very precisely what they should do otherwise they will not understand general information that they should clean up.
Ingredients for 2 big cups:
2 tablespoons black tea
2 cups water
A bit of cinnamon
1 clove
2 cardamoms seeded
1 -2 tablespoons honey
2 cups milk
Method:
- Cook the tea in water with spices.
- Add milk, cook up again. Add honey.
- Strain and serve warm.
czwartek, 12 marca 2015
Herbatka na nerwy i kojąca książka/Tisane for nerves and a soothing book
Ostatnio życie mnie stresuje – mam wrażenie, że z niczym nie zdążam, czas się dramatycznie skurczył, a moje otoczenie i ja dalecy jesteśmy od perfekcji. A tu idzie wiosna i normalną koleją rzeczy człowieka ogarnia osłabienie. W dodatku prawie w ogóle nie śpię, wsłuchując się w dobiegające mnie w nocy miarowe jęczenie mojego ząbkującego malucha...Co zrobić? Rozwiązania dostępne (bo niedostępnych typu wakacje pod palmą, nie wspomnę), są wg mnie dwa – zioła i dobra książka (najlepiej w komplecie).
Jeśli chodzi o herbatkę, którą Wam dziś proponuję, to zainspirowała mnie do jej zrobienia książka, o której napiszę za chwilę. Tylko jeden składnik zmieniłam, a raczej zmieniliśmy, bo w udoskonalanie herbatki zaangażowałam męża:) W oryginale herbatka ta była z tymiankiem, wg mnie czyniło to napar nieznośnie gorzkim, jak piołun. Dlatego zdecydowaliśmy się na miętę, choć w jej przypadku nie słyszałam o właściwościach uspakajających. Pozostałe składniki to lawenda, szyszki chmielowe oraz szałwia.
O właściwościach:
Szałwia- łagodzi nerwy
Mięta - wzmacnia, dobry dodatek do kąpieli, poprawia trawienie
Chmiel - uspakajający, wspomaga trawienie i wzmaga apetyt
Lawenda - doskonała na ból głowy i uspokojenie nerwów
Jak to zrobić?
- Odmierz na wadze zbliżone porcje lawendy, szyszek chmielowych, mięty oraz szałwii. Ok 5 g każdego z ziół wystarczy na duży i mocny dzbanek naparu.
- Zaparz w mniejszym naczyniu, potem odcedź i zalej gorącą wodą w dzbanku (ok 1.5-2 l).
A teraz o książce. Jaką wybrać, by się wyluzować? Jednych ukoi krwawy kryminał, innych poezja. Ja jednak miałam ochotę na lekką babską literaturę. „Niech się spełnią twoje marzenia” zapewniło mi relaks na parę ładnych godzin. Nie jest to lektura wysokich lotów, ale język nietrywialny, a happy end niby zapewniony, ale zaprawiony gorzką nutą. Poznajcie cztery amerykańskie blogerki kulinarne, w bardzo różnym wieku, które postanowiły się spotkać w ‘realu’. Jedna piecze, druga ma farmę lawendową, trzecia wyznaje się na winach, czwarta po prostu lubi dobrze zjeść (wegetariańsko). Jedna porzucona przez narzeczonego w ciąży wyrusza w tą podróż, wciąż jednak licząc, że chłopak do niej wróci. Druga ucieka od nudnego męża i zazdrosnych o sukces jej blogu koleżanek, trzecia liże rany po śmiertelnym wypadku swojej najbliższej rodziny, a czwarta … tego już nie opowiem. Książka, jak każda autorstwa O'Neal okraszkona przepisami, w końcu nie od parady autorka przez dekadę związana była z branżą gastronomiczną.
Wiecie co było dla mnie najciekawsze w tej lekturze? Spojrzenie na nas, blogerów około-kulinarnych, okiem powieści. Za każdym blogiem kryje się jakaś ludzka historia. Dla jednych to hobby, dla innych źródło zarobku, wreszcie niektórzy w ten sposób chcą uciec przed czymś w swoim życiu lub wykreować się na nowo. Ilu ludzi, tyle z pewnością motywacji. Z reguły, gdy kogoś się zapyta o pisanie bloga kulinarnego pada odpowiedź „bo znajomi pytali o moje przepisy” albo „bo chciałam mieć miejsce w sieci, gdzie będą wszystkie przepisy, które wypróbowałam”, ale poza tym pewnie za każdym z nas stoi jeszcze taka osobista, czasem skrywana, motywacja…
Lately I am living under pressure – I feel like I am not doing everything on time, my day is dramatically shorter and I and my environment is far from perfection.
What are the solutions? I think there are 2 available (I am not even thinking about unavailable holidays on the beach under a palm tree) a tisane and a good novel and preferably both.
When it comes to the tisane I was inspirited by the book which I am going to write about in today’s post. I have just changed one ingredient – thyme into mint as the version with the thyme was too bitter. The other ingredients are: lavender, hops and sage. All are supposed to have calming characteristics.
Characteristic of the used herbs:
Sage - good for nerves
Mint - for digestion, good for bath, for digestion
Hobs - calming, good for digestion, increase your apetite
Lavender - for headache, calming
Method:
- Prepare the same portions by weight of sage, mint, lavender flowers and hops. App. 5 grams of each of the herbs should be sufficient for a big and strong jug of tisane.
- Infuse herbs in a cup, remove the herbs and add to the infusion hot water (app. 1.5 – 2 litters).
And now about the book. 'The All You Can Dream Buffet' by Barbara O’Neal is a very female novel about 4 different culinary bloggers, from the US. Each of them has her own story behind the blog. And each of them has a different blog – one of them bakes and post recipes and beautiful pictures, the other just likes eating (vegetarian), the third runs her own lavender farm and the fourth blogs about wine. One is pregnant and left by her boyfriend, the second is running away from her boring husband, the third has lost her closest family in an accident and the forth … you need to read it yourself. They all decide to meet at the lavender farm. There is a happy end but a bit bittersweet. Additionally you will find here some rescipes as the author worked in cooking industry for a decade.
It was interesting to look at our bloggers’ life through the eyes of a writer. When it comes to explaining why I run such a blog, the answer is usually like this ‘well, my friends asked me about my recipes’ or ‘it’s my cooking diary, I will not have to search through piles of printed recipes’. To such explanations I would also add trying to create yourself a new life, hiding from sth. etc. Well, as many people as many stories…
środa, 11 lutego 2015
Papryka z patelni a la Sophia Loren i jej autobiografia/Pepper in the pan and Sophia Loren's autobiography
Piękna kobieta, której jedynym zmartwieniem jest dobór toalet na galę w Cannes czy może jednak pani domu? Ikona włoskiego kina czy bogini domowego ogniska? Kinowa kusicielka swych czasów czy więźniarka za niezapłacone podatki? Usposobienie kobiecości, czy nieszczęśliwa kobieta po 30-stce, która dwukrotnie poroniła, zanim udało się jej urodzić dwóch synów? A może jedno i drugie?
Dziś chciałam Was zachęcić do lektury autobiografii Sophi Loren „Wczoraj. Dziś. Jutro. Moje życie”. Kiedyś interesowałam się mocniej włoską kulturą, gdyż w liceum i na studiach uczyłam się w Instytucie Włoskim. Chyba jednak nie trzeba znać włoskiego, by wiedzieć kim ta kobieta była i jest zresztą po dziś dzień. Na wielkich galach nieodmiennie zachwyca stylem i silną osobowością, nie wyglądając nigdy przy tym groteskowo, jak niektóre, nawet znacznie młodsze, gwiazdy po botoxie. Z Sophią zaczynamy podróż w czasie – zasiada ona do wspomnień w swym zimowym domu tuż przed Wigilią. Uśpiwszy wnuki, wyjmuje ze skrzyneczki listy, zdjęcia, odpływa we wspomnieniach a my z nią, do wojennej biedy Włoch, powojennego Neapolu, gdzie startowała w licznych konkursach piękności, nigdy nie zajmując pierwszego miejsca. Słuchamy o jej początkach kariery, spotkaniu z przyszłym mężem, którego przez bardzo długie lata nie mogła poślubić i ze względu na brak rozwodów we Włoszech, naraziła się nawet na zarzut bigamii, biorąc w końcu ślub per procuram w Meksyku. Doceniona, Oscar, podróże po całym świecie, pieniądze, ale i wyrok za unikanie opodatkowania. Odsiedziała zasądzony miesiąc, nie chciała się ukrywać za granicą, lecz dać dobry przykład synom.
Nigdy nie zarzuciła gotowania. Nawet zamiast uczestniczyć w swej pierwszej wygranej oscarowej nocy, wolała szykować sos pomidorowy do makaronu:) W sumie ją rozumiem – mniej stresów i mniej zobowiązująca kreacja:) Wydała także swoją książkę z przepisami, którą notabene bardzo lubię. Zrobiłam z niej najlepsze gnocchi jakie jadłam. Smaki Neapolu zresztą przeplatają się przez karty biografii. Jedynym minusikiem, jak to z autobiografiami bywa, jest brak tzw. pikantnych szczegółów z życia, poznajmy tylko jedna wersję wydarzeń, co najlepiej widać po części dotyczącej pobytu w więzieniu.
Nie wiem jak Was, ale mnie takie książki motywują do lepszego, bardziej wydajnego życia, rozwijania się i swoich talentów. Chociażby dlatego warto przeczytać.
Papryka z patelni po neapolitańsku (Peperoni in padella con i caperi e le olive)
3 różnokolorowe papryki
2 łyżki kaparów
1 pęczek natki
Ząbek czosnku
Słoiczek wydrylowanych czarnych oliwek
Sól & pieprz
Oliwa
Jak to zrobić?
- Pokroić w cienkie paski papryki.
- Rozgrzać oliwę, podsmażyć lekko osolone papryki. Jak będą wpół miękkie, wyjąć z patelni i odsączyć na papierowym ręczniku.
- Zlać nadmiar oliwy z patelni, dodać pokrojony w plasterki czosnek, paprykę i dusić do miękkości. Dodać oliwki i kapary.
- Posiekać natkę pietruszki, dodać do patelni, zdjąć z ognia, doprawić do smaku pieprzem i ew. jeszcze solą.
My today post is about Sophia Loren. I am pretty sure everyone knows who she was and actually is. A famous Italian movie star. Symbol of Italian cinema:) A beautiful woman who has never won a first price in beauty contests she participated as a young girl. A woman who lost her child twice and was able to believe in herself and give birth to 2 sons. A woman who preferred to cook tomato sauce in her kitchen instead of participating in an Oscar night. I am writing about it as I have just finished her autobiography and I am full of inspirations.
Today I want to share with you a recipe for Neapolitan peppers in the pan (Peperoni in padella con i caperi e le olive)Ingredients:
3 peppers of different colours
2 tablespoons capers
Parsley (leafs)
Garlic clove
A small jar of pitted black olives
Salt & pepper
Olive oil
Method:
- Cut the peppers into thin strips.
- Heat the olive oil, fry slightly salted peppers. When they are half – softened, remove from the frying pan and transfer them onto kitchen paper.
- Remove access oil from the frying pan, cut the garlic into slices, fry it, add peppers again, fry until everything is soft. Add olives and capers.
- Chop the parsley, add to the pan, remove from the frying pan, spice with black pepper and some more salt, of you wish.
wtorek, 20 stycznia 2015
Pasta z dynii wg Ottolenghi/Squash paste according to Ottolenghi recipe
Dyniowa pasta do chleba, a jeszcze lepiej do grillowanego mięsa. Dobra jako dip. Zapach upieczonej dyni piżmowej i czosnku miesza się tu z delikatną słodyczą tahini. Kolejny przepis Ottolenghi z „Jerozolimy” wart wypróbowania. Podaję oryginalną proporcję, sama zrobiłam z 1/3 składników i wyszedł duży kubek pasty, który był w zupełności wystarczający.
Składniki:
1,2 dyni piżmowej (waga przed obraniem)
3 łyżki oliwy
1 łyżeczka mielonego cynamonu
70 gram jasnej pasty tahini
120 gram jogurtu greckiego
2 małe ząbki czosnku zgniecione
1 łyżeczka sezamu
1 i ½ łyżeczki syropu daktylowego (zastąpiłam ciemnym miodem)
sól
Jak to zrobić?
- Nagrzej piekarnik do 200 stopni. Dynię obierz ze skóry, wypestkuj, obtocz w oliwie, piecz do miękkości pod przykryciem z folii aluminiowej (ok. 70 minut).
- Wszystkie składniki poza sezamem i syropem, zmiksuj blenderem do uzyskania pożądanej gładkości.
- Polej syropem i posyp sezamem.
Another recipe from ‘Jerusalem’ by Ottolenghi. A butternut squash paste, ideal for bread and for grilled meat even better. Good also as a dip. A smell of baked pumpkin, garlic and delicate flavour of sweet tahini. I am giving you the original proportion, however I made 1/3 and it came out like a big cup – I think it’s sufficient for a small family.
Ingredients:
1.2 butternut squash
3 tablespoons olive oil
1 teaspoon cinnamon powder
70 grams tahini
120 grams Greek yoghurt
2 small garlic cloves, crashed
1.5 teaspoon dates syrup (I used dark honey instead)
1 teaspoon sesame seeds
salt
Method:
- Preheat oven to 200 degrees Celsius. Peel and seed the squash, cut into smaller parts. Cover with baking aluminium foil, bake until soft (app. 70 minutes).
- Mix all the ingredients (except of the syrup and the sesame seeds) until you reach the proper smoothness, pour with the syrup and sprinkle with the sesame seeds.
poniedziałek, 8 września 2014
"Murzyn w koszuli" czyli deser z Agathy Christie/'A nigger in his shirt' - Agatha Christie's dessert
Bałam się sięgnąć po tą książkę, a jednocześnie mnie kusiło. Mówi się, że niektóre serie powinny pozostać zakończone. Dopisywanie książek przez innych autorów się nie sprawdza. Pamiętam, jak w dzieciństwie rozczarowały mnie rozliczne kontynuacje „Pana samochodzika”. Nie dorastały do pięt oryginałowi. Seria o Herkulesie Poirot wyróżnia się wg mnie na duży plus wśród książek Agathy Christie. Nie tylko zbrodnia i skomplikowana intryga, ale i wątek psychologiczny, a przede wszystkim społeczny! Uwielbiam te barwne postacie i odniesienia obyczajowe. Któż nie chciałby zapijać herbatkę z porcelanowych filiżanek w salonie, zamiast pędzić każdego dnia z wywieszonym językiem do pracy? Pytanie raczej retoryczne. To tak jak z książkami Jane Austin – przenoszą nas do innego, eleganckiego świta. Również sfilmowana seria Poirota z Davidem Suchetem to dla mnie czysta przyjemność i relaks estetyczny. Gdy więc dowiedziałam się, że spadkobiercy spuścizny Agathy Christie wyrazili zgodę na opublikowanie nowej przygody słynnego detektywa autorstwa współczesnej brytyjskiej pisarki Sophie Hannah, miałam mieszane uczucia. Zaczęłam czytać „Inicjały zbrodni” z nastawieniem na nie. Porównywałam i porównywałam, co by było inaczej i oczywiście lepiej, gdyby faktycznie napisała tą książkę sama Christie. I tak było gdzieś do jednej trzeciej książki. A potem… wciągnęłam się, przestało mi to przeszkadzać. Niektóre fragmenty nadal uważałam za przesadnie odnoszące się do oryginału, np. ciągłe napomknięcia przez Poirota o „małych szarych komórkach”, ale minął mi przymus ciągłego porównywania. Przemieszczałam się po przedwojennym Londynie i brytyjskiej prowincji z niemałą przyjemnością i z zaskoczeniem odebrałam zakończenie. Było zatem dobrze, idealnie żeby rozpocząć jesień z książką!
Żeby pozostać w książkowym klimacie polecam Wam dziś prosty deser czekoladowy o niepoprawnej politycznie nazwie „murzyn w koszuli”. Nie mniej nie więcej pochodzi on z książki Agaty Christie „Niedziela na wsi”. Poszperałam w sieci i przepis znalazłam tu. Popularny w Wielkiej Brytanii jak i w Austrii, gdzie nawet pewne frakcje polityczne starały się zmienić mu na siłę nazwę. Niezależnie od nazewnictwa polecam na jesienne wieczory z książką, gdy zaczyna nas znów brać zapomniana podczas lata chętka na czekoladę;-)
Składniki:
2 tabliczki czekolady (używałam gorzkiej)
3 jajka (białka i żółtka oddzielnie)
3/4 kostki masła
5 łyżek mleka
1 szklanka śmietany kremówki
10 dag cukru pudru
Jak to zrobić?
- Czekoladę połamać, dodać masło i mleko, włożyć do rondelka i podgrzewać na parze, mieszając w miarę topienia się czekolady.
- Lekko ostudzić, dodać żółtka i wyrobić na jednolitą masę.
- Białka ubić na sztywną pianę. Po jednej łyżce dodawać do masy czekoladowej, delikatnie mieszając.
- Przełożyć do wysmarowanej tłuszczem formy i odstawić na noc do lodówki.
- Przed podaniem śmietanę ubić, stopniowo dodając cukier puder.
- Zastygłą masę czekoladową wyjąć z formy (w razie potrzeby zanurzyć formę na kilka sekund w ciepłej wodzie) i udekorować bitą śmietaną.
I was kind of afraid to start reading this book. I am a big fan of Agatha Christie’s Hercules Poirot and when I read that heirs of Christie agreed that a famous British writer Sophie Hanna was supposed to publish her continuation of the crime novels, I thought it will not be good for the series. I like reading these books not only for their criminal content but I love all the social and cultural comments she was giving in each story. Who wouldn’t like to sit in a living room and drink tea from a china cup instead of jogging to work every day? I started to read ‘Initial of crimes' rather annoyed and I could not resist to compare the book to my ideas what Agatha Christie would do different and of course better;-) I had this feeling until, let’s say, one third of the book when I finally accept the whole situation and began to feel pleasure from the lecture. So if you have a chance just read it.
When I chose a dessert that would match the book I thought about an old English and Austrian recipe for a ‘nigger in his shirt’. Sorry for the lack of political correctness but this is the original name that was also used in of the Christie’s books, namely ‘The Hollow’. I searched for the recipe in the Internet and here it goes. Perfect chocolate dessert for the beginning of fall when I feel again a big need to eat chocolate;-)
Ingredients:
2 bars of chocolate (I used plain chocolate)
3 eggs (yolks and whites separately)
App. 150 grams butter
5 tablespoons milk
1 cup of cream
100 grams icing sugar
Metod:
- Break the chocolate into pieces, add butter and milk, put in a pot and heat up over steam, mixing as the chocolate is melting.
- Cool down a little bit, add yolks and mix again.
- Beat the whites. Add spoon by spoon to the chocolate, mixing lightly.
- Transfer to a buttered form. Place in a fridge for a night.
- Whip the cream and decorate the dessert before serving.
wtorek, 15 lipca 2014
Sałatka nicejska i jak mieć styl Coco/Salad Niçoise and to have a style like Coco
W moim francuskim roku na blogu nie mogło zabraknąć tego nazwiska. Mieć styl jak Coco Chanel – to oczywiste, chyba każda kobieta chciałaby być szykowna i odróżniać się w pozytywny sposób od otoczenia. Ale czy być jak Coco Chanel? Już niekoniecznie. Niby plejada kochanków, ale jednak ten ukochany ginie w wypadku samochodowym. Romans z trzynaście lat młodszym niemieckim szpiegiem, podejrzenia o kolaborację. Wielka sława a następnie wielkie niezrozumienie dla powojennych trendów i New Look. Wieczne spory sądowe o prawa do Chanel nr 5.
Dlatego zdziwiłam się, że „Księga stylu Coco Chanel. Jak stać się elegancką kobietą z klasą” autorstwa Karen Karbo (nota bene polskiego pochodzenia) nie zawiera w zasadzie porad odnośnie ubioru. Autorka z bujnego i wyprzedającego niejako epokę stylu życia Chanel stara się wyciągnąć jakąś naukę dla współczesnych. Jest np. rozdział jak rzucić się w wir namiętności a następnie uleczyć złamane serce a la Chanel. Znajdziemy tu porady takie jak „rzucić się w wir pracy” (zgadzam się), „cieszyć się z bycia kochaną” (ok., zrozumiałe), „kupić konia” (serdecznie dziękuję, ale konie nie dość, że brzydko pachną to jeszcze ich utrzymanie kosztuje krocie), ale przede wszystkim „dziękować losowi”. Wiecie co? Mnie czytanie takich książek najlepiej motywuje do pracy. Czy to tej domowej, czy zawodowej. Takie osoby po prostu muszą inspirować i zachęcać do bardziej wydajnego życia. Oczywiście w swojej dziedzinie. Nie zacznę przecież szyć sobie żakietu a la Chanel, choć autorka biografii to w końcu zrobiła, gdyż upolowanie oryginału na e-bay'u okazało się niewykonalne:) Słowem – polecam!
Dlatego zdziwiłam się, że „Księga stylu Coco Chanel. Jak stać się elegancką kobietą z klasą” autorstwa Karen Karbo (nota bene polskiego pochodzenia) nie zawiera w zasadzie porad odnośnie ubioru. Autorka z bujnego i wyprzedającego niejako epokę stylu życia Chanel stara się wyciągnąć jakąś naukę dla współczesnych. Jest np. rozdział jak rzucić się w wir namiętności a następnie uleczyć złamane serce a la Chanel. Znajdziemy tu porady takie jak „rzucić się w wir pracy” (zgadzam się), „cieszyć się z bycia kochaną” (ok., zrozumiałe), „kupić konia” (serdecznie dziękuję, ale konie nie dość, że brzydko pachną to jeszcze ich utrzymanie kosztuje krocie), ale przede wszystkim „dziękować losowi”. Wiecie co? Mnie czytanie takich książek najlepiej motywuje do pracy. Czy to tej domowej, czy zawodowej. Takie osoby po prostu muszą inspirować i zachęcać do bardziej wydajnego życia. Oczywiście w swojej dziedzinie. Nie zacznę przecież szyć sobie żakietu a la Chanel, choć autorka biografii to w końcu zrobiła, gdyż upolowanie oryginału na e-bay'u okazało się niewykonalne:) Słowem – polecam!
A żeby było kulinarnie, dziś sałatka nicejska. Nie wiem czy jadała ją Chanel, choć miała dom na Lazurowym Wybrzeżu, w zasadzie nieopodal Nicei. Smaczna i lekka alternatywa dla obiadu w bardziej upalne dni.
Składniki (proporcje wedle uznania):
2 jajka ugotowane na twardo pokrojone w ćwiartki
¼ zielonej papryki pokrojonej w paski
¼ czerwonej papryki pokrojonej w paski
Czarne oliwki
Anchois
Duża garść ugotowanego bobu
Posiekana natka pietruszki
Pomidor pokrojony w plastry
Kila piórek cebuli
Ogórek pokrojony w cienkie plastry
Sos:
Oliwa + biały ocet winny (3:1)
Sól i pieprz
- Ułóż składniki sałatki na dużym talerzu.
- W słoiku wstrząśnij składniki sosu, aby się połączyły.
- Polej nimi sałatkę przed podaniem.
During my French Year on this blog I could not avoid mentioning this name. To have a style of Coco Chanel – it’s rather obvious. Each woman would like to be chick, be different in a positive way. But to be like Coco Chanel? Not necessarily. A myriad of lovers but the most loved one died in a car accident. An affair with 13 – year younger German spy and allegations of collaboration. Never ending court cases about the rights to Chanel No. 5.
Therefore I was rather surprised when I found out that ‘The Gospel According to Coco Chanel’ by Karen Karbo does not contain advices regarding the way we should dress up. It’s rather about a lifestyle. For example there is a chapter about passion and how to cure a broken heart afterwards. The advice is to ‘work hard’ (I agree), ‘be happy about being loved’ (understood), ‘buy yourself a horse’ (thank you very much, they cost a lot and the smell is terrible...) and ‘be greatful to the fate’. For me such books are good motivation to work harder and develop my personal skills. Read if you have a chance!
And when it comes to cooking today a Nicean salad. I do not know whether Chanel ate this salad although she had a villa very close to Nice. It’s a good and light alternative on these hot days to a full dinner.
Ingredients (proportions are up to you):
2 hard boiled eggs cut into quarters
¼ green pepper cut in stripes
¼ red pepper cut in stripes
Black olives
Anchovies
Cooked bean
Chopped parsley
Tomato cut into slices
Cucumber cut into slices
Some onion
Sauce:
Olive oil + white wine vinegar (3:1)
Salt & pepper
Method:
- Dispose the ingredients nicely on a big plate.
- Mix all sauce ingredients in a jar.
- Pour the salad with the sauce just before serving.
sobota, 24 maja 2014
Moka Magic czyli Karaibska przygoda/Mocca Magic - Caribbean adventure
A może zrobić sobie dwuletnie wakacje i popłynąć jachtem na Karaiby? Od wyspy do wyspy. Chwytając wiatr w żagle, żywiąc się mango i nieznanymi nawet z nazwy owocami i warzywami? Pić rum. Tańczyć do upadłego wraz z tubylcami w rytmie upojnej karaibskiej muzyki. Kąpać się w turkusowym morzu pod palmami. Ech, zapachniało wakacjami;-) A jak byłoby naprawdę? O tym można dowiedzieć się czytając „W krainie obfitości mango” Ann Vanderhoof. Kanadyjska autorka wraz z mężem rzeczywiście opłynęli w dwa lata ten archipelag. Czy było tak różowo? Nie zawsze. Przecież łodzie się psują, nad wyspami przetaczają się żywiołowe wiatry niszczące wszystko w okolicy, łodzie są nękane plagami owadów z lądu, przez długie okresy nie ma jak skorzystać z fryzjera czy wziąć porządny prysznic. W zamian za to dostajemy wszystko to, co na wstępie, plus wspaniałości lokalnej, ostrej (jakby nie było) kuchni. W książce jest ponad 30 autentycznych przepisów, które kuszą, aby je wypróbować, znaleźć gdzieś w sklepie na półce te platany, koryfee czy kolokazje. Brakuje tylko trochę zdjęć, bo aż chciałoby się obejrzeć te wszystkie wspaniałości, ale od czego nasza wyobraźnia! Duży plus za mapkę rejsu, dzięki której możemy sprawdzić w każdym rozdziale, gdzie aktualnie płynie lub cumuje jacht państwa Vanderhoof. Słowem – idealna lektura na lato!
Ann Vanderhoof
"W krainie obfitości mango"
Was zostawiam z przepisem na rumowy drink z Port-of-Spain na Trynidadzie. Orzeźwiający, mocny, pobudzający – idealny na letnie przyjęcie.
Składniki (w wersji dostępnej w Polsce):
170 ml białego rumu
1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej
1 i ½ łyżeczki kakao
Ok. 30 ml miodu (do smaku)
Do 60 ml mleka skondensowanego, słodzonego
170 ml mleka
Świeżo starta gałka muszkatołowa
Jak to zrobić?
- Rozpuścić kawę i kakao w 2 łyżkach rumu.
- Połączyć ze sobą wszystkie składniki.
- Podawać mocno schłodzone, z lodem, posypane gałką muszkatołową
What about taking 2-year holidays and going to the Caribbean by your own yacht? From one island to another? Eating mango and other unknown vegetables and fruits? Dancing to the Caribbean music all night long? Swim in turquoise sea under the palm trees? Well, smells like summer...And what be the reality? You can find it out reading ‘The Embarrassment of Mangoes’ by Ann Vanderhoof. The Canadian author and her husband went on a cruise and sailed round the archipelago. Was it really so pleasant? The boats broke off, there are strong destroying winds there, plagues of insects and weeks without a long bath or a hairdresser. But still, you get all the pleasures I have described before plus all the delicious spicy local food. There are more than 30 recipes in the book, very tempting, I would really like to have access to all these exotic ingredients. Briefly speaking – good book for this summer!
I am leaving you with the recipe for a rum cocktail from Port – of – Spain on Trinidad. Refreshing, strong and waking up – perfect for a summer party!
Ingredients:
170 ml white rum
1 teaspoon instant coffee
1.5 teaspoon cocoa
30 ml honey
Up to 60 ml condensed milk
170 ml milk
Nutmeg
Method:
- Melt cocoa and coffee in 2 tablespoon rum
- Mix all the ingredients.
- Serve cold with ice cubes and ground nutmeg.
piątek, 25 kwietnia 2014
Zupa z soczewicy i rozdanie książki/Lentil soup
Być może pamiętacie, że jakiś czas temu na blogu pisałam o książce „W Paryżu dzieci nie grymaszą” (kliknij tutaj). Oto i druga część, a w zasadzie rozwinięcie pierwszego poradnika - „Dziecko dzień po dniu” Pameli Druckermann. A więc tym razem mamy 100 zasad francuskiego wychowania w pigułce, syntetycznie i na temat. Bez zbędnych ochów i achów, które w pierwszej części mogą zniechęcić nieco nie-frankofili. Co prawda każdy ma podobno swój patent na wychowanie progenitury, a zwłaszcza my Polacy, jesteśmy najlepszymi medykami, prawnikami i rodzicami jednocześnie;-) Mnie tam jednak ciągnie do zobaczenia, czy pomysły wdrażane gdzieś w Europie nie są lepsze od moich. Poza tym od czasu do czasu warto przekonać się, że rodzicem wcale nie jest się najgorszym, mimo, że nie jedno by się na sumieniu zapewne znalazło… I tu właśnie u Francuzek podoba mi się dystans, z jakim podchodzą do rodzicielstwa – nie przeobrażają się w cierpiętnice – „Matki-Francuski”, nie chodzą na tą okazję w rozciągniętych bojówkach i starych koszulkach po mężu, zaniechawszy malowania paznokci i depilacji pach, bo teraz „jestem matką”, a tymczasem mąż zaczyna się oglądać za „nie-matkami” na ulicy. Szanowne Panie, jeśli potrzebujecie zatem usprawiedliwienia dla wydatków nie tylko na kochanego bobasa i prawa do godziny spędzonej u fryzjera bez wyrzutów sumienia – proszę bardzo, to pozycja dla Was! (I dla mnie też przy okazji;-) Ale teraz serio – książka naprawdę zawiera kilka cennych rad, jak nie dać się zwariować i przy okazji nie wychować rozkapryszonego wariata, który na koniec i tak nie będzie wystarczająco w naszym mniemaniu wdzięczny za poświęcenie.
W książce jest też część kulinarna, która tylko w zajawce znajdowała się w pierwszym poradniku. Znajdujemy w niej menu z francuskiego żłobka (brzmiące całkiem apetycznie) i kilka ciekawych przepisów do wykorzystania, niekoniecznie tylko dla małych dzieci. Dziś proponuję Wam zupę z soczewicy wedle książkowego pomysłu z moimi modyfikacjami.
A zanim przejdę do przepisu, jeśli macie ochotę na egzemplarz „Dziecka dzień po dniu” to zostawcie mi pod tym postem stosowny komentarz. Na wpisy czekam do dnia 3 maja. Jeśli książkę zażyczy sobie więcej niż jedna osoba, dokonam losowania. Rozdanie jest przeznaczone dla obserwatorów tego bloga. Książkę wysyłam do Polski. O wygranej zawiadomię 4 maja w tym poście. Zachęcam!
Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią zapraszam do odbioru nagrody po dzisiejszym losowaniu My Slow Nice Life. Proszę o przesłanie na maila adresu do wysyłki. Gratulacje!:-)
Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią zapraszam do odbioru nagrody po dzisiejszym losowaniu My Slow Nice Life. Proszę o przesłanie na maila adresu do wysyłki. Gratulacje!:-)
Składniki na zupę z soczewicy:
2 posiekane szalotki
Oliwa
2 filiżanki soczewicy
2 ziemniaki obrane i pokrojone w kostkę
5 lub więcej filiżanek zimnej wody
Ząbek czosnku
Czarny pieprz
1/2 łyżeczki kuminu
2 marchewki obrane i pokrojone w kostkę
Pierś z kurczaka pokrojona w cienkie małe paseczki
Pęczek posiekanej pietruszki
Jak to zrobić?
- Podsmaż na oliwie posiekane szalotki. Przełóż do garnka, dodaj soczewicę i ziemniaki oraz marchewkę, zalej zimną wodą.
- Dodaj przyprawy i zmiażdżony ząbek czosnku.
- Gotuj ok. 45 minut (aż warzywa zmiękną). W miarę gotowania dodawaj więcej wody (ja dolałam jeszcze kilka filiżanek, bo było za mało płynu). Dopraw solą.
- Na oliwie przesmaż kurczaka. Dodaj do zupy. Na koniec dodaj posiekaną natkę pietruszki.
Pamela Druckermann
"Dziecko dzień po dniu"
I do not know how it is in your country but they say here that each Pole is the best lawyer, doctor and parent. I think doctor Google is here the key. Personally I like to read about experiences of the others in bringing up a baby. Sometime ago I wrote about a book ‘Bringing up a Bebe’ by Pamela Druckermann (click here tutaj) and today about her new book ‘Bebe day by day’. This time it’s about 100 rules of French people with respect to babies, pregnancy and maternity. Again, the stress is not only on a child but the role of a woman in the society which should not be confined only to a maternity (forgetting about being a woman, wife, friend etc.). If you happen to see the book somewhere, just read it!
The book is also about recipes for food that French kids eat from their early childhood. Some of them really delicious. Just try this lentil soup!
Ingredients:
2 shallots, chopped
Olive oil
2 cups of lentil
2 potatoes, peeled and cut into cubes
5 or more cups of cold water
A garlic clove
Black pepper
½ teaspoon cumin
2 carrots peeled and sliced
A chicken breast cut into stripes
A bunch of parsley tops, chopped
Method:
- Fry the shallots on the olive oil. Add lentil, potatoes and carrots. Add water.
- Add spices and mashed garlic clove.
- Cook app. 45 minutes (until the vegetables soften). Add water during this process (I added some more cups as the soup became very thick). Add salt.
- Fry separately the chicken on the olive oil. Serve with the soup. At the end add chopped parsley tops.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










